|
Niezależni piszą
|
|
13.11.2009. |
|
To nie dzięki pomocy Anglii i Francji ustaliliśmy granicę wschodnią, ale dzięki odwadze i heroizmowi walczących wojsk polskich. Polska, tworząc organizm państwa na długo przed decyzjami Anglii i Francji, walcząc zbrojnie z Rosją radziecką postawiła państwa alianckie przed faktem dokonanym.
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
08.10.2009. |
|
W imieniu zespołu redakcyjnego Nowego Tygodnika (nowytygodnik.com)
serdecznie zapraszam na niesamowity tekst autorstwa Detala, będący kontynuacją
specjalnego cyklu „Ziarno wojennej bezwzględności”. Zapraszam również komentowania
i dyskusji na ten temat.
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
29.09.2009. |
|
Wybuch krwawej rewolucji październikowej w Rosji zmienił układ sił w Europie. Komuniści siłą zdobyli władzę w Rosji niszcząc, paląc i mordując.
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
22.07.2009. |
|
Głogóweckie Bractwo Sorontar sukcesywnie od 4 lat organizuje tak zwanego larpa.
Sam LARP to kilkudniowe spotkanie miłośników fantastyki przebranych za postacie z
fantastycznych światów: błędnych rycerzy, pięknych łuczniczek, złowieszczych
magów, rzezimieszków czy choćby zwykłych chłopów.
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
07.07.2009. |
|
Gdy przeczytałem wiadomość o śmierci Michaela Jacksona, poczułem pewien smutek. Gdy byłem małym chłopcem zachwycałem się jego muzyką, a Król Popu był moim idolem.
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
25.04.2009. |
|
W 1978 roku w Gujanie, w osadzie zwanej Jonestown 909 osób popełniło zbiorowe samobójstwo. Wyznawcy Świątyni Ludu pod przewodnictwem Jima Jonesa zdecydowali się na tak drastyczny krok, gdyż byli mamieni wizją idealnego świata, który zaproponował im charyzmatyczny przywódca sekty.
Wydaje się, że tragedia w Jonestown była po prostu wynikiem prania
mózgu, które swym wyznawcom zafundował Jim Jones. Sprawa jest jednak
bardziej skomplikowana. By lepiej zrozumieć samobójstwo prawie 1000
osób dokonane z uśmiechem na ustach, należy poznać strukturę społeczną
Świątyni Ludu.
Świątynia Ludu zgromadziła głównie osoby, które doznały społecznej
ekskluzji: bezdomnych, narkomanów, alkoholików, Afroamerykanów.
Wszystkie te kategorie społeczne nie miały żadnych perspektyw w
amerykańskim społeczeństwie, gdzie nie każdy mógł odnieść sukces.
Dotyczyło to zwłaszcza Murzynów, którzy nawet w latach 60-tych i
70-tych doznawali upokorzeń z racji swego koloru skóry. Zawsze byli
traktowani gorzej od białych, co jest o tyle paradoksalne, że mieszkali
w USA, gdzie chrześcijaństwo postulujące równość wszystkich ludzi miało
ogromny wpływ na życie społeczne.
Jednak jak wiadomo idee
chrześcijańskie zawsze były teoriami, a praktyka niestety dzieliła
ludzi na lepszych i gorszych, w USA na białych i czarnych.
W takich okolicznościach, na drodze odrzuconych ludzi, nie mających
przyszłości, ludzi, o których bóg zapomniał, pojawił się białoskóry,
charyzmatyczny erudyta o dużej sile przekonywania, pastor Jim Jones. W
krótkim czasie pozyskał bezgranicznie oddanych mu wyznawców, którzy
porzucili ziemski świat, by realizować jego wersję utopii społecznej.
Jednak ta utopia społeczna mogła być realizowana, gdyż Jim Jones dał
swym podopiecznym to czego nie dawało chrześcijańskie społeczeństwo-
równość. Czarni mieli te same prawa i obowiązki co biali, ponosili te
same kary. Ta tęsknota za równością doprowadziła wyznawców Świątyni
Ludu, do tego, że nie zauważyli, że tracą wolność, a równość coraz
częściej i mocniej oznacza ten sam stopień posłuszeństwa wobec
nieobliczalnego lidera sekty.
Stopniowa utrata władzy nad własnym życiem i uczestnictwo w ruchu,
doprowadziło do racjonalizacji swego działania przez członków sekty. W
swym zaangażowaniu posunęli się tak daleko, że pojechali za Jonesem
nawet do buszu, by tam budować idealny świat. Nawet tam, gdy represje
ze strony lidera, wymagającego bezwzględnego posłuszeństwa były
nieznośne, nie utracili wiary w swą utopię. Poza tym nie posiadali już
nic ze swym ziemskich majątków, ich rodziny nie istniały. Powoli mieli
coraz mniej do stracenia. To doprowadziło ich do wykonania ostatniego
rozkazu Jima Jonesa, otrucia swych dzieci i siebie. Wszyscy i biali i
czarni, równi, odrzuceni przez amerykańskie chrześcijaństwo popełnili w
tym samym miejscu samobójstwo. Poprowadził ich do tego szaleniec, w
dodatku nadużywający narkotyków.
Jones swą władzę uzyskał nie tylko dzięki obietnicom równości. Dał też
swym wiernym świadectwo swej boskości. Za pomocą sprytnych manipulacji
urządzał seanse, na których pokazywał „uzdrowienia”, „rozmnażanie”
pokarmów. Biedna ludność, doświadczająca od ziemskiego świata samych
przykrości, odnalazła w tych „cudach” świadectwo boskości Jonesa i jego
miłości.
Doszło do tragedii, miesiącami, po wydarzeniach w Jonestown, Ameryka
debatowała, pytając jak mogło do takiej masakry dojść. Odpowiedzi jest
mnóstwo. Wpływ na to miały na pewno silne nierówności społeczne
wygenerowane przez oparty na chrześcijańskich zasadach system w USA.
Drugą przyczyną była charyzma Jonesa, który zmanipulował wyznawców
Świątyni Ludu. Trzecią przyczyną była potrzeba opium, o którym pisał
Marks. Jones dał biednym ludziom, świadectwo, tego, że skoro świat
ziemski ich odrzuca, przyjmą ich zaświaty.
Uważam, że o tragedii w Jonestown należy pamiętać, ponieważ pokazuje
ona do jakiej patologii może doprowadzić religia. Oczywiście w wypadku
Świątyni Ludu mamy do czynienia z destrukcyjną sektą. Jednak ta sekta
doprowadziła do śmierci prawie tysiąca osób, w tym
dzieci, co sprawia, że wydarzenie to jest tak wstrząsające. Oczywiście
z innych pobudek, czyli wojen religijnych, zbrojnego nawracania,
palenia czarownic na stosie, islam, czy chrześcijaństwo doprowadziły do
śmierci milionów. Dlatego należy patrzeć na systemy religijne nie tylko
pod kątem korzyści jakie dają jednostkom, wyznawcom, którzy znajdują w
religii oparcie,
usprawiedliwienie, ale także pod kątem niebezpieczeństw, jakie mogą ze
sobą nieść. Drastycznym przykładem takich zagrożeń jest właśnie
tragedia w Jonestown.
Image folder specified does not exist!-
|
|
Czytaj całość
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
19.04.2009. |
|
Ta historia wydaje się podobna do miliona tego typu. Jednak doświadczenie Mietka jest niezwykle osobliwe i należy się nad jego losem pochylić.
Mietek przyszedł na ten pełen zagrożeń świat w małej wiosce na
Lubelszczyźnie. Od początku wychowywał się w trudnych warunkach. Jego
Ojciec nie mógł znaleźć odpowiedniej pracy i spędzał czas w domu
planując rozkręcenie biznesu, a Matka była nieudolna, gdyż nie zawsze
wyrabiała się z domowymi obowiązkami. A przecież taka jest rola
kobiety.
Mietek patrząc na tę patologię w wykonaniu Matki bardziej
szanował Ojca i zaczął go naśladować. Porzucił dość szybko szkołę, do
której zmuszała go Matka. W lubelskich placówkach edukacyjnych męczono
młodzież zupełnie niepotrzebną wiedzą. Do radzenia sobie w życiu
wystarczy bowiem jedynie własne doświadczenie i ludowa mądrość, którą
Mietek odziedziczył po Ojcu, absolwencie szkoły podstawowej.
Już wtedy Mietek był nierozumiany przez świat. Przymusy edukacyjne,
konieczność pracy, to coś co obce było Mietkowi. Po co pracować, skoro
ojciec nie pracuje? A Matka przecież nie protestuje. Jednak świat tego
nie akceptował i Mietek nie miał pieniędzy mimo że nie pracował.
Jeszcze nie znalazł bowiem kobiety, która będzie go utrzymywać.
Ta
sytuacja zaczęła go dobijać, zatem musiał sięgnąć po alkohol.
Najprawdopodobniej któryś z jego kolegów wlał mu wódkę na siłę do
gardła. Mietek nie lubił alkoholu, on po prostu pił, bo miał trudne
dzieciństwo i był nierozumiany przez świat, a ojciec nie okazywał mu
miłości. Wtedy Mietek zachorował na alkoholizm. Niestety mimo wielu
prób nie otrzymał zasłużonej renty na to zaraźliwe schorzenie. Polska
jurysprudencja jest wciąż bezduszna, przyznając renty chorym na
kalectwo , a zapominając o chorych na alkoholizm.
Alkohol był dla Mietka jak lekarstwo, musiał codziennie przyjmować, aby
nie być niszczonym przez bezduszny świat, który ciągle nie okazywał mu
zrozumienia i na dodatek wymagał różnych powinności. Na szczęście z
pomocą przyszła mu opieka społeczna, bo od tego oni są, od tego są oni.
540 złotych miesięcznie starczyło na wódkę, w razie czego dokupiła mu
alkohol Matka. Ona była kochana, jak Miecio nie miał siły pójść po
flaszkę, Matka w razie czego wsiadła na swój wózek inwalidzki i jechała
do monopolowego po lekarstwo dla syna. Do tego zawsze dbała by miał
czyste ubranie, piorąc mu brudną bieliznę w starej frani. Czasem miała
wątpliwości, czy czyni dobrze, jednak porady duchowe u lokalnego
proboszcza zawsze dodawały jej otuchy i zrozumienia dla syna. Ksiądz
Andrzej zawsze tłumaczył Mietka chorobą alkoholową, trudnym
dzieciństwem, podłością edukacji i brakiem perspektyw na
Lubelszczyźnie.
Zasilony pomocą z opieki społecznej, Mietek postanowił się wybrać na
pierwsze wakacje. Wybór padł na Mazury, ponieważ tam można było się
wylegiwać, a Mietkowi najbliższe były pozycja siedząca i leżąca. Nie
lubił chodzić i się przemęczać. Tam spotkała go największa radość,
poznał miłość swego życia. Powstaje pytanie jak Mietek, prosty chłopak
z Lubelszczyzny, poderwał Mirkę, laskę z Warszawy. Zaimponował jej po
prostu zwyczajnością, tym, że był autentyczny. Miał takie ciężkie
dzieciństwo, kaleka matka, ojciec bezrobotny, a mimo to potrafił być
zabawny. To urzekło Mirkę. Po kilku tygodniach stanęli na ślubnym
kobiercu. Do jedności w Chrystusowym sakramencie prowadził ich ów
ksiądz Andrzej, duchowy opiekun Mietka.
Warszawa pokazała Mietkowi nowe możliwości, zrobił prawo jazdy, często
zmieniał robotę, gdyż pracodawcy nie rozumieli, że musi się leczyć
alkoholem i wypowiadali mu umowę. Mimo to Mietek zawsze kasę znalazł, a
w razie czego pomagała mu Mirka, idąc po jego lekarstwa nawet będąc w
zaawansowanej ciąży. Była z tego niezwykle dumna, jej dzieci będą nosić
geny wspaniałego Mietka. Młoda para co jakiś czas otrzymywała pomoc z
renty matki Mietka, która by spłacić długi syna sprzedała swój wózek
inwalidzki i chodziła o kulach.
W małżeństwie Mietka układało się różnie, jak to w zwykłym życiu.
Czasami żona go drażniła i w związku z tym musiał jej przyłożyć, żeby
przywołać do porządku. Kierował się on wtedy przysłowiem, które co
niedzielę po mszy mówił w jego domu ojciec: „Jak mąż żony nie bije, to
jej wątroba gnije”. Wkrótce zaczęły przychodzić na świat dzieci. W
sumie było ich dziewięcioro.
Całe szczęście, że przy planowaniu rodziny Mietek i Mirka kierowali się
moralnymi wskazaniami Kościoła, który nie pozwala na takie bezbożne
zdrożności jak antykoncepcja. Mietek wychowywał dzieci przykładnie,
mało z nimi rozmawiał, hołdując zasadom, że „w życiu liczą się czyny a
nie słowa”, a jednocześnie „słowa są srebrem a milczenie złotem”.
Mietek nie rozumiał żadnej ze swojej pięciu córek. Dla niego kobiety ze
swą powierzchowną wrażliwością były po prostu głupie. Lepiej dogadywał
się z synami, z którymi ciągle przesiadywał przed telewizorem, albo w
którymś ze swoich dwóch trabantów.
Warto podkreślić, że Mietek był mimo wszystko człowiekiem religijnym,
nigdy przed mszą nie pił, dopiero po nabożeństwie szedł na mszalne z
wikarym. Dzieci były wychowane w duchu wiary, w razie nieobecności na
katechezie lub nie zmówienia pacierza, dostawały zasłużoną karę w
postaci lania kablem od żelazka. „Przez cierpienie i poświęcenie jest
droga do Zbawienia” taka była dewiza Mietka i Mirki. On cierpiał całe
życie a ona poświęciła mu swoje.
Jednak po jakimś czasie Mirka także przestała rozumieć Mietka. Coraz
częstsze kłótnie i prowokacje z jej strony, wymuszające na nim
interwencję za pomocą pięści sprawiły, że jego serce zaczęło szukać
miłości gdzie indziej.
Wkrótce poznał Marię, która pomogła mu wyleczyć
się z alkoholizmu. Miał z nią czwórkę dzieci. Nie złamał zasad
sakramentu z Mirką, gdyż zdrada w Kościele nie jest powodem do
unieważnienia małżeństwa. Wątpliwości Mirki w tej kwestii rozwiał
oczywiście ksiądz Andrzej.
Dziś u Mietka coraz lepiej, utrzymują go dwie kobiety i jego dzieci,
czasem pomoże i Matka. Mietek wciąż nie może pracować, ponieważ rynek
pracy dalej go nie rozumie.
Najważniejsze w tej historii jest to, że Mietek wyleczył się z
alkoholizmu. Być może sprawiła to Maria, ale Mietek uważał, że nie ma w
tym przypadku. Przyszła ona do niego z pomocą, tak jak niegdyś Maria do
Chrystusa, płacząc pod krzyżem, gdy umierał. Mietek też umierał a od
zguby uratowała go Maria. Postanowił się odwdzięczyć Matce Bożej i
przepisał mieszkanie, które do małżeństwa wniosła Mirka na kościół z
jego rodzimej wioski. Dzieci Mietka wyprowadziły się po jakimś czasie z
domu, zakładając rodziny, a na drogę życiową dostały błogosławieństwo
ozdrowiałego ojca.
Ta historia opowiada nam o harcie ducha, schorowanego, nierozumianego
przez świat człowieka, który w końcu dzięki Marii odnalazł zdrowie,
pogodę ducha. Jak wielka jest bowiem miłość i nadzieja, to wie tylko
Wszechmogący.
|
|
|
Niezależni piszą
|
|
03.04.2009. |
Kto nie wierzy w wampiry, wilkołaki, dzierzby i inne stwory-potwory już w najbliższym tygodniu będzie miał okazję do zmiany swojego zdania. Wszelkie cudaki zjadą do Warszawy i to z samej stolicy Nosferatu - Rumunii.
|
|
Czytaj całość
|
|
|