UWAGA:
Brak zainstalowanego plugina Adobe Flash Player!
Proszę go pobrać klikając na przycisk Get macromedia Flash Player
               
Menu użytkownika
Dzisiaj jest niedziela, 20 maja 2012 r. 141 dzień roku
Aktualności
Sprawa Piesiewicza-dwie strony medalu
Niezależni piszą
18.12.2009.

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami przejmującego widowiska dotyczącego jednego z polskich autorytetów-Krzysztofa Piesiewicza. Pojawiają się skrajne opinie w tym temacie. Dziennikarze i publicyści zapominają, że ta sprawa ma zarówno wymiar ludzki i polityczny.
Czytaj całość
 
Ziarno wojennej bezwzględności cz.3
Niezależni piszą
13.11.2009.

To nie dzięki pomocy Anglii i Francji ustaliliśmy granicę wschodnią, ale dzięki odwadze i heroizmowi walczących wojsk polskich. Polska, tworząc organizm państwa na długo przed decyzjami Anglii i Francji, walcząc zbrojnie z Rosją radziecką postawiła państwa alianckie przed faktem dokonanym.
Czytaj całość
 
Ziarno wojennej bezwzględności cz.2
Niezależni piszą
08.10.2009.
W imieniu zespołu redakcyjnego Nowego Tygodnika (nowytygodnik.com) serdecznie zapraszam na niesamowity tekst autorstwa Detala, będący kontynuacją specjalnego cyklu „Ziarno wojennej bezwzględności”. Zapraszam również komentowania i dyskusji na ten temat.

Czytaj całość
 
Ziarno wojennej bezwzględności - część 1
Niezależni piszą
29.09.2009.
Wybuch krwawej rewolucji październikowej w Rosji zmienił układ sił w Europie. Komuniści siłą zdobyli władzę w Rosji niszcząc, paląc i mordując.
Czytaj całość
 
Magia i mityczne stworzenia jeszcze nie zaginęły.
Niezależni piszą
22.07.2009.

Głogóweckie Bractwo Sorontar sukcesywnie od 4 lat organizuje tak zwanego larpa.
Sam LARP to kilkudniowe spotkanie miłośników fantastyki przebranych za postacie z fantastycznych światów: błędnych rycerzy, pięknych łuczniczek, złowieszczych magów, rzezimieszków czy choćby zwykłych chłopów.

Czytaj całość
 
Wspomnienie o Michaelu Jacksonie
Niezależni piszą
07.07.2009.

Gdy przeczytałem wiadomość o śmierci Michaela Jacksona, poczułem pewien smutek. Gdy byłem małym chłopcem zachwycałem się jego muzyką, a Król Popu był moim idolem.

 

Czytaj całość
 
Jonestown- religia destrukcją społeczeństwa
Niezależni piszą
25.04.2009.

W 1978 roku w Gujanie, w osadzie zwanej Jonestown 909 osób popełniło zbiorowe samobójstwo. Wyznawcy Świątyni Ludu pod przewodnictwem Jima Jonesa zdecydowali się na tak drastyczny krok, gdyż byli mamieni wizją idealnego świata, który zaproponował im charyzmatyczny przywódca sekty.

jonestownmassacre.jpgWydaje się, że tragedia w Jonestown była po prostu wynikiem prania mózgu, które swym wyznawcom zafundował Jim Jones. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. By lepiej zrozumieć samobójstwo prawie 1000 osób dokonane z uśmiechem na ustach, należy poznać strukturę społeczną Świątyni Ludu. Świątynia Ludu zgromadziła głównie osoby, które doznały społecznej ekskluzji: bezdomnych, narkomanów, alkoholików, Afroamerykanów. Wszystkie te kategorie społeczne nie miały żadnych perspektyw w amerykańskim społeczeństwie, gdzie nie każdy mógł odnieść sukces. Dotyczyło to zwłaszcza Murzynów, którzy nawet w latach 60-tych i 70-tych doznawali upokorzeń z racji swego koloru skóry. Zawsze byli traktowani gorzej od białych, co jest o tyle paradoksalne, że mieszkali w USA, gdzie chrześcijaństwo postulujące równość wszystkich ludzi miało ogromny wpływ na życie społeczne.

Jednak jak wiadomo idee chrześcijańskie zawsze były teoriami, a praktyka niestety dzieliła ludzi na lepszych i gorszych, w USA na białych i czarnych. W takich okolicznościach, na drodze odrzuconych ludzi, nie mających przyszłości, ludzi, o których bóg zapomniał, pojawił się białoskóry, charyzmatyczny erudyta o dużej sile przekonywania, pastor Jim Jones. W krótkim czasie pozyskał bezgranicznie oddanych mu wyznawców, którzy porzucili ziemski świat, by realizować jego wersję utopii społecznej. Jednak ta utopia społeczna mogła być realizowana, gdyż Jim Jones dał swym podopiecznym to czego nie dawało chrześcijańskie społeczeństwo- równość. Czarni mieli te same prawa i obowiązki co biali, ponosili te same kary. Ta tęsknota za równością doprowadziła wyznawców Świątyni Ludu, do tego, że nie zauważyli, że tracą wolność, a równość coraz częściej i mocniej oznacza ten sam stopień posłuszeństwa wobec nieobliczalnego lidera sekty. Stopniowa utrata władzy nad własnym życiem i uczestnictwo w ruchu, doprowadziło do racjonalizacji swego działania przez członków sekty. W swym zaangażowaniu posunęli się tak daleko, że pojechali za Jonesem nawet do buszu, by tam budować idealny świat. Nawet tam, gdy represje ze strony lidera, wymagającego bezwzględnego posłuszeństwa były nieznośne, nie utracili wiary w swą utopię. Poza tym nie posiadali już nic ze swym ziemskich majątków, ich rodziny nie istniały. Powoli mieli coraz mniej do stracenia. To doprowadziło ich do wykonania ostatniego rozkazu Jima Jonesa, otrucia swych dzieci i siebie. Wszyscy i biali i czarni, równi, odrzuceni przez amerykańskie chrześcijaństwo popełnili w tym samym miejscu samobójstwo. Poprowadził ich do tego szaleniec, w dodatku nadużywający narkotyków.

Jones swą władzę uzyskał nie tylko dzięki obietnicom równości. Dał też swym wiernym świadectwo swej boskości. Za pomocą sprytnych manipulacji urządzał seanse, na których pokazywał „uzdrowienia”, „rozmnażanie” pokarmów. Biedna ludność, doświadczająca od ziemskiego świata samych przykrości, odnalazła w tych „cudach” świadectwo boskości Jonesa i jego miłości. Doszło do tragedii, miesiącami, po wydarzeniach w Jonestown, Ameryka debatowała, pytając jak mogło do takiej masakry dojść. Odpowiedzi jest mnóstwo. Wpływ na to miały na pewno silne nierówności społeczne wygenerowane przez oparty na chrześcijańskich zasadach system w USA. Drugą przyczyną była charyzma Jonesa, który zmanipulował wyznawców Świątyni Ludu. Trzecią przyczyną była potrzeba opium, o którym pisał Marks. Jones dał biednym ludziom, świadectwo, tego, że skoro świat ziemski ich odrzuca, przyjmą ich zaświaty. Uważam, że o tragedii w Jonestown należy pamiętać, ponieważ pokazuje ona do jakiej patologii może doprowadzić religia. Oczywiście w wypadku Świątyni Ludu mamy do czynienia z destrukcyjną sektą. Jednak ta sekta doprowadziła do śmierci prawie tysiąca osób, w tym dzieci, co sprawia, że wydarzenie to jest tak wstrząsające. Oczywiście z innych pobudek, czyli wojen religijnych, zbrojnego nawracania, palenia czarownic na stosie, islam, czy chrześcijaństwo doprowadziły do śmierci milionów. Dlatego należy patrzeć na systemy religijne nie tylko pod kątem korzyści jakie dają jednostkom, wyznawcom, którzy znajdują w religii oparcie, usprawiedliwienie, ale także pod kątem niebezpieczeństw, jakie mogą ze sobą nieść. Drastycznym przykładem takich zagrożeń jest właśnie tragedia w Jonestown.

    Image folder specified does not exist!
  •  

Czytaj całość
 
Mietek ciągle chlał
Niezależni piszą
19.04.2009.

Ta historia wydaje się podobna do miliona tego typu. Jednak doświadczenie Mietka jest niezwykle osobliwe i należy się nad jego losem pochylić.

menele_02.jpgMietek przyszedł na ten pełen zagrożeń świat w małej wiosce na Lubelszczyźnie. Od początku wychowywał się w trudnych warunkach. Jego Ojciec nie mógł znaleźć odpowiedniej pracy i spędzał czas w domu planując rozkręcenie biznesu, a Matka była nieudolna, gdyż nie zawsze wyrabiała się z domowymi obowiązkami. A przecież taka jest rola kobiety.

Mietek patrząc na tę patologię w wykonaniu Matki bardziej szanował Ojca i zaczął go naśladować. Porzucił dość szybko szkołę, do której zmuszała go Matka. W lubelskich placówkach edukacyjnych męczono młodzież zupełnie niepotrzebną wiedzą. Do radzenia sobie w życiu wystarczy bowiem jedynie własne doświadczenie i ludowa mądrość, którą Mietek odziedziczył po Ojcu, absolwencie szkoły podstawowej. Już wtedy Mietek był nierozumiany przez świat. Przymusy edukacyjne, konieczność pracy, to coś co obce było Mietkowi. Po co pracować, skoro ojciec nie pracuje? A Matka przecież nie protestuje. Jednak świat tego nie akceptował i Mietek nie miał pieniędzy mimo że nie pracował. Jeszcze nie znalazł bowiem kobiety, która będzie go utrzymywać.

Ta sytuacja zaczęła go dobijać, zatem musiał sięgnąć po alkohol. Najprawdopodobniej któryś z jego kolegów wlał mu wódkę na siłę do gardła. Mietek nie lubił alkoholu, on po prostu pił, bo miał trudne dzieciństwo i był nierozumiany przez świat, a ojciec nie okazywał mu miłości. Wtedy Mietek zachorował na alkoholizm. Niestety mimo wielu prób nie otrzymał zasłużonej renty na to zaraźliwe schorzenie. Polska jurysprudencja jest wciąż bezduszna, przyznając renty chorym na kalectwo , a zapominając o chorych na alkoholizm. Alkohol był dla Mietka jak lekarstwo, musiał codziennie przyjmować, aby nie być niszczonym przez bezduszny świat, który ciągle nie okazywał mu zrozumienia i na dodatek wymagał różnych powinności. Na szczęście z pomocą przyszła mu opieka społeczna, bo od tego oni są, od tego są oni. 540 złotych miesięcznie starczyło na wódkę, w razie czego dokupiła mu alkohol Matka. Ona była kochana, jak Miecio nie miał siły pójść po flaszkę, Matka w razie czego wsiadła na swój wózek inwalidzki i jechała do monopolowego po lekarstwo dla syna. Do tego zawsze dbała by miał czyste ubranie, piorąc mu brudną bieliznę w starej frani. Czasem miała wątpliwości, czy czyni dobrze, jednak porady duchowe u lokalnego proboszcza zawsze dodawały jej otuchy i zrozumienia dla syna. Ksiądz Andrzej zawsze tłumaczył Mietka chorobą alkoholową, trudnym dzieciństwem, podłością edukacji i brakiem perspektyw na Lubelszczyźnie.

Zasilony pomocą z opieki społecznej, Mietek postanowił się wybrać na pierwsze wakacje. Wybór padł na Mazury, ponieważ tam można było się wylegiwać, a Mietkowi najbliższe były pozycja siedząca i leżąca. Nie lubił chodzić i się przemęczać. Tam spotkała go największa radość, poznał miłość swego życia. Powstaje pytanie jak Mietek, prosty chłopak z Lubelszczyzny, poderwał Mirkę, laskę z Warszawy. Zaimponował jej po prostu zwyczajnością, tym, że był autentyczny. Miał takie ciężkie dzieciństwo, kaleka matka, ojciec bezrobotny, a mimo to potrafił być zabawny. To urzekło Mirkę. Po kilku tygodniach stanęli na ślubnym kobiercu. Do jedności w Chrystusowym sakramencie prowadził ich ów ksiądz Andrzej, duchowy opiekun Mietka. Warszawa pokazała Mietkowi nowe możliwości, zrobił prawo jazdy, często zmieniał robotę, gdyż pracodawcy nie rozumieli, że musi się leczyć alkoholem i wypowiadali mu umowę. Mimo to Mietek zawsze kasę znalazł, a w razie czego pomagała mu Mirka, idąc po jego lekarstwa nawet będąc w zaawansowanej ciąży. Była z tego niezwykle dumna, jej dzieci będą nosić geny wspaniałego Mietka. Młoda para co jakiś czas otrzymywała pomoc z renty matki Mietka, która by spłacić długi syna sprzedała swój wózek inwalidzki i chodziła o kulach.

W małżeństwie Mietka układało się różnie, jak to w zwykłym życiu. Czasami żona go drażniła i w związku z tym musiał jej przyłożyć, żeby przywołać do porządku. Kierował się on wtedy przysłowiem, które co niedzielę po mszy mówił w jego domu ojciec: „Jak mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije”. Wkrótce zaczęły przychodzić na świat dzieci. W sumie było ich dziewięcioro. Całe szczęście, że przy planowaniu rodziny Mietek i Mirka kierowali się moralnymi wskazaniami Kościoła, który nie pozwala na takie bezbożne zdrożności jak antykoncepcja. Mietek wychowywał dzieci przykładnie, mało z nimi rozmawiał, hołdując zasadom, że „w życiu liczą się czyny a nie słowa”, a jednocześnie „słowa są srebrem a milczenie złotem”. Mietek nie rozumiał żadnej ze swojej pięciu córek. Dla niego kobiety ze swą powierzchowną wrażliwością były po prostu głupie. Lepiej dogadywał się z synami, z którymi ciągle przesiadywał przed telewizorem, albo w którymś ze swoich dwóch trabantów. Warto podkreślić, że Mietek był mimo wszystko człowiekiem religijnym, nigdy przed mszą nie pił, dopiero po nabożeństwie szedł na mszalne z wikarym. Dzieci były wychowane w duchu wiary, w razie nieobecności na katechezie lub nie zmówienia pacierza, dostawały zasłużoną karę w postaci lania kablem od żelazka. „Przez cierpienie i poświęcenie jest droga do Zbawienia” taka była dewiza Mietka i Mirki. On cierpiał całe życie a ona poświęciła mu swoje. Jednak po jakimś czasie Mirka także przestała rozumieć Mietka. Coraz częstsze kłótnie i prowokacje z jej strony, wymuszające na nim interwencję za pomocą pięści sprawiły, że jego serce zaczęło szukać miłości gdzie indziej.

Wkrótce poznał Marię, która pomogła mu wyleczyć się z alkoholizmu. Miał z nią czwórkę dzieci. Nie złamał zasad sakramentu z Mirką, gdyż zdrada w Kościele nie jest powodem do unieważnienia małżeństwa. Wątpliwości Mirki w tej kwestii rozwiał oczywiście ksiądz Andrzej. Dziś u Mietka coraz lepiej, utrzymują go dwie kobiety i jego dzieci, czasem pomoże i Matka. Mietek wciąż nie może pracować, ponieważ rynek pracy dalej go nie rozumie. Najważniejsze w tej historii jest to, że Mietek wyleczył się z alkoholizmu. Być może sprawiła to Maria, ale Mietek uważał, że nie ma w tym przypadku. Przyszła ona do niego z pomocą, tak jak niegdyś Maria do Chrystusa, płacząc pod krzyżem, gdy umierał. Mietek też umierał a od zguby uratowała go Maria. Postanowił się odwdzięczyć Matce Bożej i przepisał mieszkanie, które do małżeństwa wniosła Mirka na kościół z jego rodzimej wioski. Dzieci Mietka wyprowadziły się po jakimś czasie z domu, zakładając rodziny, a na drogę życiową dostały błogosławieństwo ozdrowiałego ojca. Ta historia opowiada nam o harcie ducha, schorowanego, nierozumianego przez świat człowieka, który w końcu dzięki Marii odnalazł zdrowie, pogodę ducha. Jak wielka jest bowiem miłość i nadzieja, to wie tylko Wszechmogący. 

 
Wampir show w Warszawie
Niezależni piszą
03.04.2009.
Kto nie wierzy w wampiry, wilkołaki, dzierzby i inne stwory-potwory już w najbliższym tygodniu będzie miał okazję do zmiany swojego zdania. Wszelkie cudaki zjadą do Warszawy i to z samej stolicy Nosferatu - Rumunii.
Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 14 - 26 z 30

Niezalezne recenzje

Nie znaleziono żadnych pozycji