UWAGA:
Brak zainstalowanego plugina Adobe Flash Player!
Proszę go pobrać klikając na przycisk Get macromedia Flash Player
               
Menu użytkownika
Dzisiaj jest niedziela, 20 maja 2012 r. 141 dzień roku
Aktualności
Niewysłany list do "Gazety Wyborczej"
Niezależni piszą
09.12.2008.

 
  

Szanowna Redakcjo!

          Piszę do Państwa, nie kryjąc wielkiego podziwu wobec zachowania "Gazety" podczas wielkiej afery związanej z tak zwaną listą Wildsteina. Jestem podbudowany postawą "Gazety", która zdecydowała się zapobiec tragedii wielu, niewinnych, prostych ludzi, którzy są na "liście Wildsteina". Tak się składa, że sam kiedyś byłem funkcjonariuszem SB, także sprawa dotknęła mnie osobiście. Doceniając głos „Gazety” w tej kwestii czuję jednak pewien niedosyt, jeśli chodzi o całą sprawę tej listy...Piszecie o tragedii ludzi, którzy są na liście (tych pokrzywdzonych), o tragedii tych złamanych (tw)...Pokazuje to, że dla ludzi „Gazety” troska o prostego człowieka, o zwykłym, ale jakże czułym sercu, troska o lepsze jego życie i przyszłość, jest sprawą najświętszą. Jednak nic nie wspominacie o wielkiej tragedii byłych funkcjonariuszy SB i ich rodzin. To tysiące ludzi, również prostych i również o czułych sercach!

          Czytam "Gazetę" od początków jej istnienia, czyta ją również mój Ojciec i Dziadek. Z radością przyjmujemy punkt widzenia "Gazety" na temat transformacji i bezkrwawej rewolucji "okrągłego stołu". Dzięki dzielnej obronie porządku po 1989 roku, również przez "Gazetę",  wielu ludzi o lewicowych poglądach może funkcjonować w życiu publicznym w Polsce, również moja rodzina. Uważamy, że ta fanatyczna lustracja jest groźna dla Polski. Patrząc na tę prawicę czuję po prostu wstyd, że tacy ludzie są w sejmie. Okazuje się, że w naszym społeczeństwie są jeszcze kręgi ludzi, których przedstawiciele, nie są gorsi ani lepsi od ciemnej warcholskiej szlachty XVII i XVIII wieku. Nie zgodzimy się nigdy na to, ażeby to co z wielkim trudem jest wznoszone w naszym kraju od 15 lat, ażeby te podstawy naszego każdego z Nas osobna dobrobytu i siły naszej Ojczyzny zostały naruszone przez ludzi nie umiejących po prostu myśleć. Mamy nadzieję, że „Gazeta” podziela nasze poglądy.

          Z radością przyjęliśmy fakt, że w Waszej redakcji pracuje Lesław Maleszka. Jest to dowód na to, że redakcja podeszła do niego jak do CZŁOWIEKA, któremu należy przebaczyć. "Gazeta" pokazała w ten sposób, że potrafi okazać więcej chrześcijańskiej dobroci, niż niektórzy przedstawiciele podobno katolickiego, opierającego się na chrześcijańskich zasadach, narodu polskiego. Ludziom trzeba wybaczać i Wy to potraficie!     Po opublikowaniu "listy Wildsteina" Ja i moja rodzina znaleźliśmy się w trudnym położeniu...Nazwisko mojego Ojca widnieje na liście...Mieszkamy w małej miejscowości i jesteśmy narażeni na ostracyzm, mamy charakterystyczne nazwisko... Nie wstydzimy się swej przeszłości. Mój Ojciec był funkcjonariuszem UB, Dziadek pracował w NKWD, Pradziadek w Czeka. Czy Ja muszę ponosić konsekwencje tego swego pochodzenia i być narażony na szykany sąsiadów, albo prawicowych fanatyków? Czy mój Ojciec będzie mógł bezpiecznie wyjść z domu? Czy nikt nie zacznie dybać na Nasz niemały majątek? Boimy się, że w Polsce, kraju katolików, nie dostaniemy chrześcijańskiego wybaczenia...     Takich ludzi jak My jest więcej...Czy już mamy pakować walizki i uciekać na emigrację? Prosimy "Gazetę" o pomoc...Prosimy o naświetlenie tragedii byłych funkcjonariuszy na łamach "Gazety". Jesteśmy Waszymi wiernymi czytelnikami. Boimy się również o emerytury byłych funkcjonariuszy. Z czego będziemy żyć? Mamy iść i żebrać, albo wyrzekać się wszystkiego? Mamy żyć w biedzie? A przecież uratowaliśmy kraj od faszyzacji radykalnej prawicy!     Najpierw rąbną Nas, a potem wezmą się za polityków...A potem z górki: Będą się pastwić nad architektami okrągłego stołu, który musiał być, żeby każdy się odnalazł w nowej demokratycznej rzeczywistości.

      


 

  Musimy się bronić! Czy my rodziny funkcjonariuszy SB, NKWD, nie mamy prawa do normalnego życia. Po tym barbarzyństwie Wildsteina nie czujemy się tak pewnie jak podczas okresu, gdy "Gazeta" na szczęście pomagała wyciszać lustrację...      

   My SB-ecy, mniemając, że tylko "Gazeta" jest w Polsce miejscem zdroworozsądkowego myślenia prosimy o naświetlenie również sprawy tragedii tysięcy SB-eków i ich rodzin. My jesteśmy świadomi naszych czynów, ale chcemy wybaczenia. Robiliśmy to tylko dla pieniędzy i karier, nie dla idei, bo my nie wierzymy w nic. Jesteśmy normalnymi uczciwymi ludźmi, którzy nie chcą być szykanowani. Nie chcemy, żeby przez Wildsteina My i Nasze dzieci żyły w marnych warunkach i nie miały możliwości robienia karier. Trzeba powiedzieć NIE wszystkim tragediom ludzkim "listy Wildsteina"!”

Antoni

PS: Ten list nie został wysłany. Jego autor był czcigodnym człowiekiem. Pisząc te słowa wierzył w lepsze czasy. Jednak, gdy nadszedł czas rządów IV RP, gdy codzienne festiwale nienawiści zaczęły wypełniać życie społeczne, zdominowane przez węszące w archiwach hieny, żerujące na skomplikowanych nieścisłościach dawnego systemu, autor powyższego listu zaczął się załamywać. Pojawiły się pomysły dezubekizacji. Obniżenie emerytur dawnemu funkcjonariuszowi mogło się wiązać z koniecznością rezygnacji z życia w jego pałacu.

          Gdy pewnego smutnego popołudnia, nadszedł czas najgorszych gróźb fanatyków lustracji i rozliczeń, Antoni dostał zawału. Niestety mimo reanimacji w szpitalu MSWiA nie udało się Antka uratować. Może gdyby przyjmował jeszcze wtedy ten świetny kardiochirurg, przyjaciel z dawnych lat Antka, to udałoby się uratować jego serce. Niestety kampania pomówień o korupcje, wobec tego świetnego lekarza, wyłączyła go z zawodu lekarskiego, co jak wiemy stało się przyczyną upadku polskiej chirurgi i transplantologii. Nie było go więc w momencie, kiedy Antek potrzebował go najbardziej. Na pogrzebie Antka były tłumy, cały dawny resort, w którym był niekwestionowanym autorytetem.

          Osobiście odprawiłem Mszę. Antek zawsze wspierał naszą parafię, był jednym z najhojniejszych parafian. Dzięki jego wstawiennictwu, poradziłem sobie w wielu trudnych chwilach w życiu. W zamian za to opisywałem życie społeczne niektórych parafian. Robiłem to za symboliczną opłatą, gdyż rozmowy w biurze Antka były dla mnie osobiście ucztą duchowa. Dzień pogrzebu był dla wszystkich ludzi, których Antek prowadził przed 89 rokiem ku nowym szansom w kapitalizmie, prawdziwą duchową gehenną.

          Trudno mi, jako duchownemu, było zrozumieć dlaczego Pan zabrał Antka do siebie tak wcześnie. Ale cóż, taka była wola boska. Może gdyby nie oszczercze kampanie obłudy wojaków tak zwanej IV RP, Antek dalej wspierałby naszą młodą, wciąż niedoskonałą demokrację? Dziś co roku odprawiam Mszę w intencji Antka. Nie podaję miejsca jego pochówku w obawie przed skrajnie prawicową watahą, która mogłaby sprofanować jego grób. Antek to człowiek złamany przez IV RP. Na szczęście naród powiedział co myśli o tych kampaniach nienawiści, odgrzewaniu starych racuchów, opluwaniu autorytetów. Władza się zmieniła, idzie ku lepszemu, miejmy nadzieję, że innym ludziom pokroju Antka nie będzie się żyło gorzej niż przed momentem gdy Wildstein, zrobił to co zrobił.

Ksiądz January 


Jest to swobodna refleksja, pełna drwiny na postawę niektórych środowisk wobec lustracji. 

 
17-letni mnich zgwałcił kobietę
Niezależni piszą
25.11.2008.


20 listopada policjanci z Kambodży zatrzymali 17-letniego buddystę, który jest podejrzany o zgwałcenie 39-letniej brytyjskiej turystki, którą prowadził do jednej z gorskich świątyń - pisze Daily Mail. Chłopak od miesiąca przebywał w klasztorze.

 

http://www.mailonsunday.co.ukThorn Sophoan, 17-letni buddysta, przyznał się do zarzucanych mu czynow. Władze klasztoru, do którego należał chłopak, zdecydowały o wyrzuceniu go ze wspólnoty. Do zdarzenia doszło 18 listopada. Kobieta wybrała się na wycieczkę w góry Phnom Sam Pov, żeby zwiedzić świątnię, ktora znajduje się na szczycie góry. Jej przewodnikiem był 17-letni buddysta.Chłopak interesował się kobietą od chwili jej przybycia do miasta.

Za gwałt grozi mu 25 lat więzienia.Wielu młodych mężczyzn mieszkających w Kambodży zostaje mnichami tylko po to, żeby uciec przed biedą. Często ich wybór nie ma nic wspólnego z wiarą i chęcią służenia buddzie. Kambodża jest coraz częściej odwiedzana przez turystów. Jest jednak nadal uważana za kraj niebezpieczny, w którym kradzieże są na porządku dziennym.
 
W Kambodży coraz częściej mnisi są oskarżani o gwałty na nieletnich dziewczynkach. W styczniu 8-letnia dziewczynka z Francji została zgwałcona w ruinach słynnego zabytku Angkor Wat. Siedem miesięcy później aresztowano kolejnego mnicha, który zgwałcił i zabił 10-letnią dziewczynkę, mieszkankę Kambodży.
 
Jak nie dać się okraść
Niezależni piszą
06.10.2008.

Uważaj w co klikasz. Internetowi przestępcy nie śpią. "Łowienie" haseł do kont bankowych to nadal problem banków internetowych.

 

Innym ku przestrodze !!! Do napisania tego artykułu skłoniło mnie zdarzenie sprzed kilku dni. Usiadłam przed komputerem chcąc przez internet dokonać transakcji. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na ekranie komputera pojawiał się komunikat o błędzie z prośbą o ponowne wpisanie kodów. Przyznam, że przez kilka chwil nie wiedziałam co się dzieje. Nigdy wcześnie z czymś takim się nie spotkałam. Szybko anulowałam transakcję i wylogowałam się z konta. Przezornie nie włączałam komputera do wieczora. Ale po ponownym logowaniu do konta wszystko było ok. Opowiadałam póżniej o tym znajomym z pracy. A dzisiaj rano przeczytałam w prasie o hakerach włamujących się w ten sposób do kont. Nazywa się to ładnie - phishing od angielskiego - łowić, łapać. Internetowi przestępcy wysyłają mnóstwo różnych podrobionych stron bankowych pod zdobyte wcześniej adresy i jeśli ktoś się na to nabierze i udostępni przestępcy kody do swojego konta musi liczyć się ze stratami.

 
Kobieta wybudzona ze śpiączki na czas swojego ślubu
Niezależni piszą
10.09.2008.

50-letnia Włoszka Giovanny cierpi na nieuleczalną formę żółtaczki. Lekarze przez cały czas utrzymywali kobietę w śpiączce farmakologicznej. Dziś postanowili wybudzić kobietę, żeby spełnić jej ostatnie życzenie.

 

 

O niesamowitym przypadku pisze dzisiejszy dziennik "La Repubblica". Giovanna od zawsze marzyła o wyjściu za mąż za swojego ukochanego Enza. W niedzielę para pobrała się w szpitalu w Padwie. Świadkowie oraz zaproszeniu goście musieli założyć specjalne maski. Lekarze na czas ceremonii przestali podawać Giovannie leki farmakologiczne, by ta mogła powiedzieć sakramentalne "tak". Tuż po ceremonii zaślubin kobieta ponownie została wprowadzona w stan śpiączki. "Giovanna już się nie obudzi, ale jej życie zakończyło się wielką radością i szczęściem, którego nikt jej już nie odbierze" - powiedział jeden z lekarzy, który przypuszcza, że kobiecie pozostało tylko kilka tygodni życia.

 {jcomments on}

 
««  start « poprz. 1 2 3 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 27 - 30 z 30

Niezalezne recenzje

Nie znaleziono żadnych pozycji