Dobra żona, męża korona!!!

Na Zgromadzenie Narodowe, na którym odbyło się zaprzysiężenie na drugą kadencję prezydenta Andrzeja Dudy nie poszłam w zwyczajowej garsonce, a w letniej, zwiewnej sukience. Koleżanka dziennikarka nie zostawiła na mnie suchej nitki. Powiedziała, jak mogłam się wybrać na oficjalną uroczystość niewłaściwie ubrana. Tymczasem moja sukienka zrobiła furorę. Podczas przerwy obległy mnie posłanki Prawa i Sprawiedliwości ,od młodych do tych w wieku pobalzakowskim i pytały, gdzie kupiłam taką ładną sukienkę. Czy w dzisiejszych nowoczesnych społeczeństwach tradycyjny model rodziny, w której mężczyzna utrzymuje rodzinę, a żona jest tym, co nasze babki nazywały przy mężu i mają leżeć, pachnieć i pięknie wyglądać, śmieszy?

Kiedy w latach siedemdziesiątych jeździłam do dziadków na wieś, w wiejskich domach w kuchni była moda, że nad kuchenką wieszano kolorowe, często wyszywane przez panie domu jako wiano w panieńskich czasach makaty. Szczególnie pamiętam makatę , która wisiała nad kuchnią mojej babci. Pisało na niej: „Dobra żona, męża korona.” Jak powinna wyglądać taka dobra żona?

Na to pytanie stara się odpowiedzieć francuski film pt. „Jak być dobrą żoną?” Początkiem filmu jest napis, że przed 1968r we Francji istniały szkoły, które szkoliły dziewczęta, jak mają być dobrymi żonami i gospodyniami. Potem przyszedł rok 1968r i te straszne wydarzenia. Chaos dotarł także na prowincję, do małego miasteczka w Alzacji. Akcja filmu zaczyna się jesienią 1967r. Podstarzały właściciel ze swoją znacznie młodszą żoną prowadzą szkołę dla dziewcząt, która uczy jak być dobrymi żonami i gospodyniami. Szkołę odziedziczyli po przodkach. W filmie szkoła chyli się ku upadkowi, na długi, nowy rok zaczęło tylko osiemnaście uczennic. Także kadra szkoły jest groteskowa: oprócz właścicieli, stara panna – siostra właściciela, pracująca za darmo w kuchni i ucząca dziewczęta gotować i podstarzała zakonnica. Film zaczyna się, kiedy żona właściciela i wice dyrektorka szkoły Paulette wita nowe uczennice i dyktuje im obowiązujący od dawna kodeks szkoły. Są tam takie punkty, jak: dobra żona nie pracuje, dobra żona prowadzi domowy budżet i raz w tygodniu przedstawia go mężowi, dobra żona jest na każde skinienie męża, dobra żona nie pije alkoholu, ale mąż ma prawo wypić i od czasu do czasu iść się rozerwać do innych kobiet, dobra żona jest wierna i inne. Podczas obiadu właściciel szkoły udławił się ością królika i zmarł i wtedy jego żona Paulette dowiaduje się, że mąż zostawił jej długi i w ogóle nie zabezpieczył swojej siostry, starej panny Gilberte. Obie panie idą do banku negocjować kolejny kredyt i… Paulette trafia strzała amora. Dyrektorem banku jest jej pierwsza miłość. Między nimi odradza się uczucie. Paulette pod wpływem miłości przewartościuje swój stosunek do małżeństwa, seksu, miłości, a także… do uczenia dziewcząt jak być dobrą żoną. Równolegle toczy się drugi wątek. Pokazane są zabawy i rozterki uczennic. Chowane w tradycyjnych rodzinach, w których rodzice wybierają dziewczętom mężów, dowiadują się z radia, że kobieta może mieć przyjemność z seksu i… ma łechtaczkę. Kulminacyjną sceną filmu jest jak szkoła dostaje od prezydentowej De Gaule nagrodę i zaproszenie na targi gospodyń domowych do Paryża pod patronatem Pierwszej Damy. Dziennikarz robi reportaż z pracy szkoły i… dochodzi do tragedii. Uczennica, która nie godzi się by rodzice wydali ją za mąż za dużo starszego kandydata, usiłuje popełnić samobójstwo. Na szczęście ją odratowano. Ostatnia scena to jak cała szkoła jedzie do Paryża na targi, ale przed Paryżem każą im zawrócić, bo w Paryżu są zamieszki studenckie. Jest rok 1968r! Paulette mówi: Przyłączymy się do rewolucji! Wysiadają z autobusu i idą piechotą do Paryża śpiewając katalog szkoły. Nowy. Kobieta ma w małżeństwie takie same prawa jak meżczyzna! Kobieta ma prawo sama sobie wybrać męża! Kobieta ma prawo pracować! Kobieta ma prawo czuć przyjemność z seksu! Kobieta ma prawo do antykoncepcji! Tak film się kończy. Które wartości są lepsze? Czy trącąca myszką szkoła czy poglądy współczesnych feministek?

Film mi się podobał, choć nie przeczę, jest kontrowersyjny i różni ludzie mogą mieć różne odczucia po jego obejrzeniu. Film „Jak być dobrą żoną” jest tragikomedią i groteską. Staroświecka szkoła dla dziewcząt i poglądy które na wychowanie wpajała dziewczętom jest pokazana groteskowo. Ja np. się zdrowo uśmiałam, ale żeby się dobrze uśmiać trzeba znać obyczajowość poprzedniej epoki i wiedzieć, jakie poglądy na wychowanie dziewcząt miały nasze babki. Film się rozlicza z tymi poglądami. Śmieszna jest scena, w której zakonnica i nauczycielka mówi na początku, że mamy rudą, a ruda to nieszczęście. Łezkę rozczulenia i śmiechu wywołuje jak główna bohaterka Paulette, kobieta dojrzała spełnia swój obowiązek i poddaje się chuci męża. Śmieszne są także staroświeckie zasady szkoły, które pozwalają uczennicą na załatwianie potrzeb fizjologicznych zaraz po kolacji i mycie zębów tylko rano. Przed spaniem uczennice się buntują i krzyczą wszystkie: fair pipi! Kiedy poszły do toalety, zakonnica nad łóżkiem rudej wiesza krzyż. Jest też tragiczna scena: kiedy uczennica usiłuje popełnić samobójstwo i się wiesza. Szczególnie tragiczna jest wymowa tej sceny, że następuje to w radosnym dniu szkoły, kiedy szkołę filmują dziennikarze. Jest także, wg. mnie, jeden mankament filmu! Moim zdaniem jest to ostatnia scena, tak operetkowa, kiedy kadra i uczennice idą do Paryża i śpiewają nowy katechizm szkoły. Moim zdaniem ta scena gryzie się z cała kompozycją filmu. A co najważniejsze moim zdaniem ma propagandową wymowę. Pokazuje, jakie są słuszne poglądy na małżeństwo i rodzinę dzisiaj i daje pochwałę feministek, Czy słusznie? No właśnie, mimo tego końcowego zgrzytu film jest wart obejrzenia, bo daje dobrą rozrywkę i… zmusza do myślenia.

Prezydent Andrzej Duda wiele razy podkreślał, że jest za tradycyjną rodziną i będzie wszystko robił, aby polska rodzina była szanowana. Podczas swojego przemówienia na Zgromadzeniu Narodowym także podkreślał, że dla niego tradycyjna rodzina jest święta. Co to znaczy tradycyjna rodzina i czy trzeba się z niej śmiać?

Myśmy z mężem założyli tradycyjną rodzinę i… jestem z niej dumna. Wychowano mnie w takich wartościach, że uważam, że to mężczyzna jest głową rodziny i na jego głowie jest ciężar utrzymania rodziny. Mężczyznę, który pędzi żonę do pracy i każe jej łożyć na dom uważam, że to nie mężczyzna, a …. dziadka kalesony mówiąc wulgarnie. Niestety, obecnie mamy zatrzęsienie takich rodzin. Bezstresowe wychowanie dzieci i tzw. partnerstwo w rodzinie przez ćwierć wieku dało skutki. Dzisiejsi młodzi mężczyźni uważają, że życie kończy się i zaczyna na grach komputerowych. W pracy w ogóle nie dają sobie rady, bo nie nadają się do pracy i są zwalniani. W ZUS-ie kłębi się pełno trzydziestolatków, którzy na gwałt szukają przyczyny uzyskania renty, bo nie mogą znaleźć pracy, a żyć z czegoś muszą. Sporo z nich choruje na schizofrenię, bo zderzenie prawdziwego życia z tym co wyobrażali sobie w grach komputerowych spowodowało, że nie wytrzymała ich psychika i uciekli w chorobę. No ci przynajmniej zdobędą tę rentę! Całkiem sporo trzydziestolatków siedzi na garnuszku w domu rodziców, bo nie nadają się do założenia rodziny. Czy jak założą kobieta ma ich utrzymywać i codziennie powtarzać: „Adaś, załóż sweterek, bo zimno!” jak wychodzą z psem na spacer?

Oczywiście, czasy kiedy kobieta nie miała żadnych praw i była przy mężu minęły bezpowrotnie. Kobiety wywalczyły sobie prawo do partnerskiego traktowania w małżeństwie. Mają prawo mieć przyjemność z seksu, a dobry mąż powinien znać ciało żony i wiedzieć jak wprawić ją w rozkosz. Mają prawo do planowania rodziny, a nie godzenia się na … co rok to prorok, bo pan i władca chce seksu bez zabezpieczeń. Ma prawo do decydowania, co dla rodziny jest najlepsze. Ale kobiety pamiętajcie, kobieta jest jak róża w rodzinie! To dzięki wam rodzina pachnie! I nie dajcie sobie tej kobiecości odebrać! Bądźcie w rodzinie kobietami, a nie… karampukami!

Moja rodzina jest tradycyjna, ale i współczesna. To ja zadecydowałam, że w naszej rodzinie co rok to prorok. Mąż jest dla mnie autorytetem, ale mnie wspiera i cieszy się z moich sukcesów zawodowych. Jestem trochę niewolnicą i trochę partnerką. I cieszy mnie moja tradycyjna rodzina. Czy wywołuje ona śmiech jak ten „katalog praw dobrej żony”, który w filmie czytała na początku Juliette Binoche? Czy śmieszy stara panna grana bardzo dobrze przez Noemie Lvovski, która żyła na garnuszku brata nie mając nawet własnych pieniędzy i która marzyła, że znajdzie swoją miłość? Być żoną to łatwe ale być dobrą żoną to bardzo trudne. Pozycja dobrej żony chyba nie jest dla każdej kobiety? Bóg nam wyznacza los i wie, co komu daje… Czy warto walczyć z Bogiem?

Autor: Barbara

Jestem prawnikiem, psychologiem i dziennikarzem, w kolejności, w której napisałam. W dziennikarstwie piszę co mi w duszy gra, ale uważam by było to sensowne, miało treść i spełniało społeczną rolę.
Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.