Moje korzenie – to Ja!?

Nie jestem wielbicielką Muzułmanów i mam wiele wątpliwości na temat drogi, którą wybrali, by dojść do Boga, ale jedno mi się podoba u Arabów. A mianowicie ich kult rodziny. Dla Araba rodzina jest święta, żyją razem, a w rodzinie istnieje kult matki. Matka to sułtanka, jak się mówi w tureckich tasiemcach i nawet syn – głowa rodziny ją szanuje i jej słucha. Podobny kult rodziny występuje w państwach południowej Europy jak Hiszpania, Włochy. Mówi się nawet Polkom szukającym męża Włocha w biurach matrymonialnych, że we Włoskiej rodzinie rządzi mamma, czyli teściowa. Czy taki układ wielopokoleniowej rodziny dbającej o to, by żyć razem i wzajemnie się spierać to model będący wzorem dla Polki? Rodzina kształtuje nasze życie…

Ten problem wyjaśnia włoski film Paula Sorentino pt. The hand of God – ” Ręka Boga”. Tytułowa Ręka Boga pojawia się już w pierwszej scenie filmu. Akcja filmu toczy się w Neapolu w latach osiemdziesiątych. W tle są sukcesy Maradony i walka Neapolu o transfer mistrza. Patrizia stoi w kolejce na autobus. Podjeżdża bogata limuzyna i siedzący w niej bogacz chce ją podwieźć. Patrizia mówi, że nie jeździ z obcymi. Bogacz mówi, że jest Świętym Januarym i że wie, że nie może mieć dzieci i że pomoże jej zajść w ciążę. Patricia wsiada. Zawozi ją do wielkiego pałacu, tak podchodzi do nich Mały Mnich – postać z legendy Neapolu i Św. January każe jej pocałować Małego Mnicha, sam klepie ją ręką w pupę i mówi, że teraz zajdzie w ciążę. Patrizia wraca do domu. Mąż robi jej awanturę, że się puszczała i bije ją. Patrizia mówi, że widziała Małego Mnicha i że teraz zajdzie w ciążę i dzwoni do siostry. Przyjeżdża cała rodzina siostry: mąż jej, siostra i dwóch synów, młodszy Fabio jest bohaterem filmu i świat jest widziany jego oczami. Akcja toczy się sielankowo. Spotkanie rodzinne. Płyną jachtem, Patrizia opala się nago, nastoletni Fabio jest nią zafascynowany. Jej mąż mówi, że to puszczalska wariatka. Mija ich rozpędzona motorówka, która przemytnik ucieka przed policją. Rodzina Fabia jest nie tylko sielankowa. Fabio nazywany w rodzinie Fabietto jest świadkiem kłótni rodziców, matka wymawia ojcu, że ma kochankę. Fabietto strasznie to przeżywa, brat nie może go uspokoić. Ojciec prowadzi Fabietta do kamienicy i mówi, że tu miał swój pierwszy raz z prostytutką i i radzi synowi, że ważne, by przeżył pierwszy raz nieważne z kim. Potem Fabietto prosi matkę, by mu ugotowała zupę mleczną, bo mu jej zupa dzieciństwo przypomina. Fabietto interesuje się teatrem, chodzi do teatru, gdzie gra znana w Neapolu aktorka i chodzi patrzeć jak neapolitański reżyser kręci filmy. Rodzice wyjeżdżają za miasto na weekend, Fabietto zostaje, bo poszedł na mecz, w którym gra Maradona i… to mu uratowało życie. Rodzice zmarli zaczadzeni tlenkiem w węgla w ich domku na wsi. Fabietto mieszka sam. Prosi go do siebie sąsiadka – stara kobieta nazywana przez lokatorów kamienicy baronową. Baronowa go uwodzi. Każe mu w trakcie stosunku z nią myśleć o kobiecie, której pragnie. W trakcie spełnienia wykrzykuje imię: Patrizia. Mówi jednak, że jutro znowu przyjdzie. Baronowa mówi, że drugiego razu nie będzie. Drugi raz przeżyje z dziewczyną w swoim wieku, ona spełniła swoją rolę. ” Jaką rolę?” – Pyta Fabietto. – Pokazałam ci przyszłość. – Odpowiada baronowa. Patrizia jest w szpitalu psychiatrycznym i zwierza się Fabietto, że wtedy, kiedy ją widział pobitą, póżniej kochała się z mężem i zaszła w ciążę, ale znowu ją pobił i poroniła. Kazała mu się odwieżć do szpitala psychiatrycznego. I… powiedziała, że Mały Mnich naprawdę istnieje. Fabietto spędza czas z przemytnikiem, zaprzyjażnia się z nim. Idzie do teatru i jest świadkiem jak reżyser Capuano robi awanturę aktorce, że jest do niczego. Fabietto jest pod wrażeniem. Zwierza się reżyserowi ze swoich marzeń, że chce jechać do Rzymu i zostać reżyserem. Capuano mu mówi, że w Neapolu jest tyle tematów i proponuje mu współpracę. Mówi mu, że czas by nie był już Fabietto a Fabio. Fabio jednak opuszcza Neapol. Ostatnia scena jak jedzie pociągiem do Rzymu na spotkanie swoich marzeń. Na stacji widzi… Małego Mnicha. Postać odkrywa głowę i … to Fabio jako mały chłopiec. Mały Mnich mu macha i pociąg się oddala.

Film ” The hand of God” to film biograficzny, oparty jest też na wątkach biograficznych samego Paula Sorentino. To nostalgiczny powrót w lata dzieciństwa i świat dzieciństwa Neapolu lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mamy tu wiele wątków autobiograficznych, jak zwycięstwa Maradony, którymi żyje cała rodzina Fabietto. Mamy ukłon reżysera dla Felliniego, którym fascynuje się Sorentino. A kiedy baronowa mówi, że jej mąż przypominał młodego Jana Pawła II to nawiązanie do filmu Sorentino ” Młody Papież”. Takie reżyser zawarł tu swoją ulubioną zupę mleczną, to jemu matka ją gotowała. Film zawiera wiele wątków humorystycznych, jak narzeczony kuzynki o wadze 120 kg, który ma lat osiemdziesiąt i mówi przez wzmacniacz głosu. Patrizia wyrzuca mu baterie. Śmieszna jest też scena, kiedy podczas transmisji meczu mówią, że Maradona zagrał ręką, a przed telewizorem kobiety biją starą plotkarkę. Są też smutne sceny, jak rozpacz Fabietto po śmierci rodziców i jego atak podczas kłótni rodziców. Sama scena inicjacji seksualnej bohatera ze starą baronową jest opowiedziana w sposób dowcipny. Reżyser zbagatelizował wartość pierwszego razu. Dla mnie to jest zgrzyt filmu, bo ja uważam, że pierwszy raz jaki jest i z kim jest bardzo ważny, bo determinuje całe nasze życie seksualne. Może powodować, że będziemy pragnąć seksu, a może nas na zawsze do seksu zdradzić. Ważne jest też, by mieć piękne wspomnienia z pierwszego razu. A to z filmu nie wynika, można wnioskować, że bohater szybko o nim zapomni. Czy tak powinno być? Film zawiera elementy mistyczne. Mistyczna jest tytułowa ręka Boga i pierwsza symboliczna scena: spotkanie Patrizi z Małym Mnichem. Ręka Boga pojawia się w filmie dwa razy: W pierwsze scenie jako ręka świętego klepiąca Patrizię po pupie i z transmisji telewizyjnej, kiedy Maradona wbija piłkę do bramki ręką. Tytułowa Ręka Boga to kierunek losów bohatera. Film opowiada, że w życiu nic nie dzieje się przypadkowo. To Bóg kieruje naszymi losami. To Bóg kieruje bohaterem, kiedy jedzie do Rzymu na spotkanie marzeń. Film ” The hand of God” to film religijny i tak go trzeba odbierać.

Rodzina to grupa osób powiązana więzami pokrewieństwa lub quasi pokrewieństwa, np. jeśli dzieci są adoptowane. Rodzina może być wielka / wielopokoleniowa/ lub mała / rodzice i dzieci/, może być pełna / rodzice i dzieci/ i niepełna / jeden rodzic z dzieckiem lub same małżeństwo bez dzieci/. W Polsce obecnie rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość, nazywająca się partią prawicowo – katolicką mówi, że przedmiotem jej troski jest rodzina i zrobi wszystko, by rodzinom w Polsce żyło się lepiej. Jednocześnie partia rządząca ma wypaczone spojrzenie na rodzinę. Dla niej rodzina to małżonkowie z co najmniej piątką dzieci / zbliżanie do dziesiątki jest mile widziane/, czyli ma takie spojrzenie na rodzinę, jakie propaguje Kościół Katolicki. Wszelkie socjalne dobrodziejstwa i obniżki podatków są przeznaczone dla rodzin wielodzietnych. Tymczasem to jest błędne stanowisko. Bo dlaczego matka, która zostaje sama z dzieckiem, najczęściej niepełnosprawnym intelektualnie, bo mąż wziął nogi za pas i założył drugą rodzinę z kobietą, co mu urodzi zdrowe dziecko, ma nie stanowić rodziny. Dlaczego małżeństwo bezdzietne, a bezdzietność bywa z różnych przyczyn, często niezależnych od ich widzimisię, mają nie być rodziną. Zwłaszcza, że rząd katolicki robi wszystko, by małżeństwo bezdzietne tych dzieci nie miało. Kościół Katolicki jest przeciw metodzie zapłodnienia in vitro. Rząd zlikwidował refundację metody in vitro i robi wszystko, by ludziom tę metodę utrudnić. A dla małżeństw słabo usytuowanych finansowo ta metoda płatna i to drogo jest niedostępna. Rząd obecny za to finansuje tzw. metodę naprotechnologii, która w rzeczywistości jest religijną szarlatanerią, bezpłodności wcale nie leczy, a jedynie co robi, to pozwala zdiagnozować niepłodność. Nie stwierdza nawet czy niepłodna jest kobieta czy mężczyzna. Najprawdopodobniej bazuje na religijnych historycznych standardach, które mówią, że winę za brak dziecka ponosi zawsze kobieta, bo bazuje na obserwacji śluzu z pochwy i mierzeniu temperatury. Obserwacja nie dotyczy mężczyzn. Ja uważam, że skoro nauka daje ludziom możliwość posiadania własnego dziecka poprzez metodę zapłodnienia in vitro, to nie jest to grzech. Bóg powiedział Adamowi i Ewie : Idźcie i czyńcie sobie ziemię poddaną! To co nauka wymyśliła dla dobra ludzi jest drogie Bogu! A dziecko z in vitro to też rodzina i podlega opiece państwa!!!

Ideałem jest, że dziecko powinno mieć dwoje kochających się i kochających jego rodziców. Tylko w szczęśliwej rodzinie dziecko jest szczęśliwe i dobrze się chowa. Jest zdrowe psychicznie. A jako dorosły człowiek jest wartościowym członkiem społeczeństwa.

Na terapię psychoanalizy przychodzi do mnie trzydziestoletnia schizofreniczka. Studia skończyła, ale zachorowała i nie jest w stanie pracować. Do renty nie ma prawa, bo po studiach nawet nie zdążyła podjąć pracy. Z pracy terapeutycznej z nią dowiedziałam się, że od piątego roku życia wychowuje się w toksycznej rodzinie. Jej ojciec był alkoholikiem. Wszczynał awantury i bił matkę. Często razem z matką uciekały z domu i nocowały u koleżanki matki. Często w nocy się budziła i jako nastolatka była świadkiem jak w drugim pokoju ojciec gwałcił matkę, ta go błagała, by dał jej spokój. On groził, że jak mu nie da, to zgwałci córkę. Kiedy była w ogólniaku, namawiała matkę, by się rozwiodła. Ta odmawiała, bo… twierdziła, że rodzina to święta rzecz i robi to dla niej, by chowała się w pełnej rodzinie. Kiedy była w klasie maturalnej, ojciec wracając pijany z libacji z kolegami wpadł pod samochód i zginął na miejscu. Odetchnęła w tedy z ulgą, a matka popadła w psychozę i wtedy zaczęła ją być mówiąc, że jest puszczalska i się nie uczy. Ona nie poszła na swoje wymarzone prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, tylko poszła na prywatną uczelnię w rodzinnym mieście, na ekonomię, bo chciała być blisko matki. Niedawno studia skończyła, szukała pracy i… sama zaczęła się dziwnie zachowywać. Głodziła się. Kiedy zasłabła z głodu na ulicy i trafiła do szpitala, szpital wezwał mnie do niej na konsultację. Powiedziałam, że podejrzewam jakąś psychozę i kazałam wezwać psychiatrę. Przyszedł mój szef – doktor Piotr i … stwierdził schizofrenię. Dziś leczy się w naszym gabinecie. Lekarz wyregulował jej nastrój lekami, a teraz przechodzi psychoanalizę. Jest już lepiej, bo znowu zaczęła opiekować się matką i troszczyć o jej zdrowie i byt materialny. Mój szef obiecał, że znajdzie jej pracę.

Zbigniew Ziobro pracujący nad zmianami w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym twierdzi, że trzeba utrudnić ludziom dostęp do rozwodu, bo tego wymaga dobro dziecka, które jest najszczęśliwsze, gdy wychowuje się w pełnej rodzinie. Tymczasem dziecko jest najszczęśliwsze, gdy wychowuje się w zdrowej rodzinie. Czasami dla dobra dziecka lepiej zerwać więzy łączące rodziców niż dziecko ma żyć w atmosferze wiecznych awantur i pretensji że rodzice zrujnowali sobie życie. Bywa lepie, gdy obowiązki jednego rodzica ograniczają się tylko… do płacenia alimentów. Podwaliną szczęścia dziecka i tego czy w dorosłym życiu będzie szczęśliwe i spełnione, nawet zawodowo jest szczęśliwa rodzina i kochający się rodzice. I pamiętajcie: dziecko na swoją rodzinę projektuje to co działo się w jego rodzinnym domu! Czy zatem o to chodzi, by była kolejna toksyczna rodzina i … kolejny młody człowiek z chorobą psychiczną?

W filmie jest piękna scena, kiedy bohater prosi matkę o zrobienie zupy mlecznej. Zupa mleczka – kwintesencja szczęśliwej rodziny i sielskiego dzieciństwa. Ilu z nas chce poczuć smak zupy mlecznej z dzieciństwa. Jarosław Kaczyński, którego dzieciństwo z bratem przypadało na ciężkie lata stalinowskie, wspomina jak… chodzili z bratem kraść jabłka do proboszcza. Każdy z nas ma piękne wspomnienia z dzieciństwa. I oby ich było jak najwięcej. To znamię naszej szczęśliwości. Ja mam wciąż przed oczami widok: Mam pięć lat. Jest wieczór. Wracamy od mojej nauczycielki z przedszkola. Mój Ukochany Mirek niesie mnie na rękach. Jestem szczęśliwa, choć jeszcze niedawno w domu nauczycielki przeżyłam koszmar jaki nie może się przyśnić pięcioletniemu dziecku. Dziś jestem żoną Mirka i ciągle przed oczami mam jak mnie niesie na rękach. Bo w naszym małżeństwie on nosi mnie na rękach! A Ty czy uważasz, że w Twoim życiu dotknęła cię Ręka Boga? Dała szczęście? Na pewno!!!

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.