Niech żyje bal!

Kiedyś Maryla Rodowicz miała taki przebój: „Niech żyje bal, bo to życie, to bal jest nad bale. Niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale. Niech żyje bal, jeszcze tańczą i drzwi są otwarte. Niech żyje bal, bo to życie zachodu jest warte.”

Andrzejki to wieczór wróżb odprawianych z nocy 29 na 30 listopada w wigilię Św. Andrzeja, patrona Szkocji, Grecji i Rosji. Pierwsza wzmianka literacka o andrzejkach pojawiła się w 1557r za sprawą Marcina Bielskiego. Św. Andrzeja to ostatni dzień roku liturgicznego przed Adwentem. Ostatni dzień zabaw! Jest to okazja do organizowania hucznych zabaw połączonych z wróżbami andrzejkowymi. Wróżby andrzejkowe to przede wszystkim domena niezamężnych panien. Znam jedną wróżbę andrzejkową: panny zdejmują buciki i układają wzdłuż sali, której pierwszy będzie na końcu, ta pierwsza w najbliższym roku wyjdzie za mąż. Oczywiście najbardziej znana wróżba andrzejkowa to lanie wosku. Bale andrzejkowe to piękny zwyczaj, a niejedna panna swój pierwszy bal andrzejkowy wspomina całe życie. ja też!

W starożytnym Rzymie w czasach największych prześladowań chrześcijan popularny był slogan, że chrześcijanie to nieprzyjaciele życia i rozkoszy. Dzisiaj lewicowa część sceny politycznej, tzw. ” wojujący ateiści” powielają ten slogan. Trąbią po forach internetowych, że katolicy czczą narzędzie tortur, że nie ma u nich radości życia, że tylko męczeństwo i śmierć i że myślą tylko o śmierci, a każą się umartwiać w celu lepszego życia po śmierci. Z punktu widzenia lewaka to jest słuszne myślenie, po co żyć tak, by zasłużyć na zbawienie po śmierci, skoro ich życie nie ma przeszłości i przyszłości. Przychodzą znikąd i dążą donikąd, żyją tu i teraz. To mimo wszystko jest żałosne! Tymczasem to nieprawda, że chrześcijanie są nieprzyjacielem życia i rozkoszy. Chrześcijanie, w tym katolicy cieszą się życiem i umieją się bawić. A że u wierzącego dobra zabawa nie kojarzy się z orgią jak u Nerona? Albo jak to się mówiło za komuny: dancing z dupcingiem!

W czasach Belle epoque, jak pisała Magdalena Samozwaniec w pamiętniku zabawy były modne. A każda młoda panna wchodząca w życie, tzw. debiutantka z biciem serca oczekiwała swojego pierwszego balu. Pierwszy bal to było spełnienie marzeń. Pierwszy bal to marzenie o pierwszym tańcu. To marzenie o pierwszym kawalerze, o pierwszym flircie, pierwszym pocałunku. Pierwszy bal to było piękne wspomnienie na całe życie. A było co wspominać…

Kiedy się zaczynał sezon karnawału matrony ziemiańskie zabierały dojrzewające córki i zjeżdżały do stolicy. Karnawał to były cowieczorne bale. Panny przyjeżdżały na sezon do stolicy, by zdobyć dobrą partię na męża. W tamtych czasach każdy bal zaczynał się mazurem. Marzeniem każdej debiutantki było, by zatańczyć mazura w pierwszej czwórce. A pierwszą czwórkę prowadzili kawalerowie z najlepszej arystokracji. Panny na cały sezon brały tylko jedną kreację balową. Pod koniec sezonu piękne, bogate kreacje przedstawiały żałosny widok. Przybrudzone, przepocone, z naderwanymi często falbanami, bo niektórzy panowie w tańcu deptali po nogach. Nikt się jednak takimi detalami nie przejmował. Uroda takiej wiosenki nie traciła w tamtych czasach nic na atrakcyjności z powodu takich niedogodności. Większość panów i tak ciekawił posag wiosenki. Bal andrzejkowy to było zakończenie sezonu. Po nim zaczynał się Adwent – czas umartwiania i przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Nic więc dziwnego, że bawiono się hucznie i wesoło w ten ostatni dzień listopada i niejedna panna miała nadzieję na pozytywną wróżbę co do jej zamęścia.

W czasach Komuny komuniści zaanektowali andrzejkową imprezę. Co roku i każdy szanujący się Dom Kultury urządzał zabawę andrzejkową. Chodziło o to, by lud pracujący się bawił i cieszył. Jak śpiewano w Kabarecie Olgi Lipińskiej ” … Mariensztacki rynek, zabawa ludowa, na bluzce Leninek pod nią Częstochowa. A ciało by chciało, lecą skry spod powiek, sekretarz zachęca, bo to ludzki człowiek…” Kiedyś moja znajoma mówiła, że czasy komuny to były mroczne czasy i że porządny człowiek nie powinien się bawić w zabawach organizowanych przez Komunę i że dziś nie ma czego wspominać. Otóż nic mylnego! Człowiek, który tak myśli jest ubogi duchem i czegoś mu w życiu brakuje. Czasy Komuny to były czasy młodości naszej, a młodość musi się wyszumieć. Czasy młodości to czasy beztroski , zabawy i przykre jest, jeśli to człowiekowi zabiorą. Nie będzie miał wspomnień z młodości. To rodzi frustracje, a nawet chorobę psychiczną. Każdy człowiek musi mieć swoje wspomnienia!

Ja swój pierwszy bal miałam na zabawie andrzejkowej w ciężkim dla nas Polaków roku 1981r, w miejscowym domu kultury. Byliśmy tam z koleżankami. Przekonałam się, co to znaczy pierwsza miłość. A potem… trochę ukochanego sama sprowokowałam. Wspominam i żyję swoim pierwszym balem do dziś, choć za mną już był niejeden bal, równie udany.

Zbliżają się kolejne andrzejki. Mam nadzieję je spędzić z ukochanym mężem. A nawet jakby w domu przy pizzy i kieliszku dobrego wina też będzie pięknie. A Ty jak planujesz andrzejki?

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Jeden komentarz do “Niech żyje bal!”

  1. Wszystkim Naszym wielbicielom i sympatykom życzymy, by w Nowym Roku niezależnych mediów było więcej, a ludzie zmądrzeli i nie dali się sobą manipulować przez media.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *