Jest takie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. I to… najlepiej widać w okresie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Ludzie się krzątają, biegają po sklepach, sprzątają, chcą, aby w święta wszystko było dopięte na ostatni guzik, aby wszystko wypadło jak najlepiej. A czy wypada? Tzw. lewactwo śmieje się ze świąt Bożego Narodzenia, mówią, że to dni fałszu, fałszywego dobra w rodzinie, a kiedy miną święta katolicy znowu są wredni i walczą na siebie. Otóż to jak spędzamy święta i jak traktujemy je zależy od naszego wychowania. Obecne młode pokolenie, tzw. pokolenie Z jest zimnego amerykańskiego chowu, nie ma przywiązania do rodziny, święta ich nie obchodzą. To dodatkowe wolne i możliwość wyjazdu na Seszele. Ale nie wszyscy! Są jeszcze młodzi ludzie i nie da się ukryć wbrew tego, co plują lewacy, to młodzi ludzie wychowani w tradycjach katolickich, którzy lubią spotkania rodzinne w Święta Bożego Narodzenie, lubią choinkę, dzielenie się Opłatkiem, prezenty, choć tylko drobne upominki. Ja jestem za tradycją i tak wychowałam swoje dzieci. Czy jestem głupia i dziecinna?
O takich sprawach opowiada tajwański film „Left-Handed Girl. To była ręka… diabła!”.
Film „Left-Handed Girl. to była ręka … diabła!” zaczyna się obrazem zmieniających się kolorów. Potem widzimy, że mała dziewczynka ogląda taką dziecinną zabawkę kalejdoskop. Matka i jej dwie córki, dorosła i sześcioletnia jadą samochodem. W Tai Pen wynajmują małe mieszkanie. Ich matka jest samotną matką i wychowuje dwie córki. Starsza pracuje w sklepie, mała chodzi do przedszkola, a matka ma stoisko na nocnym bazarze. Idą do rodziców matki. Ci są bogaci, babcia pracuje w Stanach Zjednoczonych. Podczas obiadu dziadek się awanturuje, dlaczego mała je lewą ręką. Samotnej kobiecie handel nie idzie, zalega z czynszem za stoisko. zakochany w niej właściciel sąsiedniego straganu chce jej pomóc, ale ta dumnie odmawia. Idzie po pomoc do rodziców, ale jej matka akurat poleciała do Stanów, jej córka pracuje i małą zostawiła z dziadkiem. Dziadek powiedział jej, że nie można jeść lewą ręką, bo lewa ręka to ręka diabła. Starsza córka jest skonfliktowana z matką, bo umiera jej ojciec , który ich zostawił i jeszcze musieli spłacać jego długi, a matka go teraz odwiedza w szpitalu. Były mąż zmarł i zostawił im w spadku jedynie surykatkę, którą bardzo polubiła mała. Mała chodziła po bazarze i kradła lewą ręką. Kiedy rzuciła piłkę i surykatka za piłką wypadła z okna, powiedziała, że to wina ręki diabła. Potem próbowała ukraść i sprzedać babci paszporty, by pomóc matce, ale sprawa się wydała. Powiedziała siostrze, że to nie ona winna tylko lewa ręka, która jest ręką diabła. Siostra powiedziała, że nie ma ręki diabła, a kradzież jest zła i za karę kazała jej pozwracać skradzione rzeczy i przeprosić. Sama starsza siostra miała romans z szefem i zaszła w ciążę. Rzuciła pracę, kiedy się wydało, że szef ją okłamał i jest żonaty. Zażyła tabletki poronne. Ostatnia scena to sześćdziesiąte urodziny babci. Urządził je syn, a zebrała się cała rodzina: nasza bohaterka z córkami, jej brat i jej siostra. W czasie imprezy pojawił się były szef z żoną siostry małej i powiedzieli, że jak się urodzi syn to się nim zajmą, bo mają same córki. Nasza bohaterka powiedziała, że już po sprawie, a rodzina wyrzuciła jej szefa i jego żonę. Na końcu wszyscy składają życzenia seniorce rodu. Siostra wzięła małą i kazała jej powiedzieć: Wszystkiego najlepszego… prababciu. Okazało się, że mała to jej córka urodzona za nastoletnich czasów, a matka uznała ją za swoją, by nie psuć starszej córce przyszłości i by mogła wyjść za mąż. Zaczęła się kłótnia w rodzinie. Ostatnia scena: Sąsiad jest z matką. Wszyscy pracują razem na nocnym bazarze. Mała z partnerem samotnej matki tańczą. W pewnym momencie mała mówi: Mamo! obracają się obie i matka i starsza siostra. Koniec.
Film „Left-Handed Girl. To była ręka…diabła!” to film obyczajowy , silnie osadzony w realiach chińskiego Tajwanu. Akcja dzieje się w Tai Pen i to miasto pokazane jest bardzo szczegółowo z jego typowo wschodnią egzotyką. Jest pokazany tak charakterystyczny dla Dalekiego Wschodu nocny bazar. Akcja zresztą dzieje się głównie w nocy, są ukazane światła i kolory wielkiego miasta. Ta kolorystyka świetlna jest bardzo znamienna dla filmu i bardzo dobrze buduje nastrój, jakiejś romantyczności, nostalgii. Film zaczyna się i kończy obrazami zmieniających się kolorów w dziecinnym kalejdoskopie. To bardzo dobrze charakteryzuje film. Bohaterką filmu jest mała, sześcioletnia dziewczynka, film jest głównie o niej. To jej oczami widzimy świat, który się wokół dzieje, świat dorosłych. I to był bardzo dobry zamysł twórców filmu. To obrazowi wielkiego chińskiego miasta – świata biedy i występku i rozpusty dodaje dziecinnej kolorystyki, romantyczności. Film jest podejmuje współczesne problemy, ale dzięki temu, że widzimy je oczami dziecka, nie jest wulgarny, a przeciwnie, bardziej oddziałuje na psychikę widza. Film jest osadzony w realiach chińskich. Widzimy w nim trzy pokolenia, dziadków, rodziców i dzieci. I widzimy tęsknotę starego pokolenia za dawnymi Chinami. Dziadek mówi małej sześcioletniej dziewczynce, by nie jadła lewą ręką, bo to ręka diabła. To wywołuje szereg komicznych sytuacji. Starsza wnuczka strofuje dziadka: nie mów jej zabobonów, Żyjesz w świecie, kiedy chińskie kobiety wiązały sobie stopy. Te czasy dawno minęły. Film oprócz pięknej, obyczajowej historii rodzinnej zawiera też głębszy sens. To pokazane czym jest komunizm. Widzimy biedę wielkiego miasta, a jednocześnie dziadek, który widział komunizm jest przeciwny temu sposobowi uszczęśliwiania ludzi. Mówi do dziecka: nie jedz lewą ręką, bo to ręka diabła. Komunizm to lewica to ręka diabła. Film pokazuje zło, które on wywołuje: aborcję, rozpustę, kradzieże. Znamienne kiedy dziecko mówi: to nie ja kradła, to lewa ręka, która jest ręką diabła i zabiłam surykatkę, bo rzuciłam jej piłkę lewą ręką. Tak jak nieświadome jest dziecko, tak film pokazuje, jak komunizm przyciąga, ludzie wchodzą weń nieświadomie, bo przyciągają ich jego idealistyczne mrzonki. A potem rodzi się zło. Film zawiera ciekawą narrację. Do końca myślimy, że dwie dziewczynki to siostry. Widzimy siostrzaną miłość. Bardzo wzruszająca jest scena, kiedy starsza siostra wiezie małą przez miasto na motorze. Scena powtarza się kilka razy i jest na końcu po wyjaśnieniu, że mała to nie jej siostra, a córka. Wzruszająca jest końcowa scena, kiedy mała dziewczyna mówi: mamo i… odwracają się obie i matka i siostra. Film polecam każdemu. To dobre, obyczajowe, życiowe kino akurat na czas przed najbardziej rodzinnymi Świętami Bożego Narodzenia. Akurat na stresujący i zabiegany okres przedświąteczny. To prosty, wzruszający, życiowy film, a nie jakieś wydumane pierdolety, którymi karmi nas współczesne , ambitne kino polskie, finansowane naszymi pieniędzmi przez Instytut Sztuki Filmowej.
Kiedy kiedyś obroniłam pracę magisterską „O zabezpieczaniu roszczeń alimentacyjnych w razie wyjazdu za granicę”, zaczęłam od pojęcia rodziny. Otóż polskie prawo ani w dawnej konstytucji z 1952r, na której oparłam swoje wywody w pracy magisterskiej , bo taki wtedy był stan prawny, ani w obecnej Konstytucji z 1997, obowiązującej, szeroko posługuje się pojęciem rodziny, ale jej nie definiuje. Rodzina to pojęcie socjologiczne. Mamy kilka pojęć rodziny: wielką i małą, pełną i nie pełną. Najprościej można zdefiniować rodzinę jako osoby powiązane stosunkami pokrewieństwa lub quasi pokrewieństwa, kiedy mamy do czynienia z dziećmi adoptowanymi. Jednak samo małżeństwo bez dzieci też jest rodziną, tak samo jak jeden rodzic z dziećmi, mówimy wtedy o tzw. rodzinie niepełnej. Rodziną też są dwaj geje czy dwie lesbijki żyjące w związku faktycznym, tzw. konkubinacie.
Niedawno byłam świadkiem ostrej dyskusji lewaków z prawakami na temat pojęcia małżeństwa w polskiej Konstytucji. Dyskusja wynikła z niedawnego orzeczenia TSUE, który kazał legalizować Polsce małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą. Lewacy ostro kruszyli kopię, że zmiana prawa w tym zakresie jest możliwa bez zmiany Konstytucji, bo ta… nie zawiera pojęcia małżeństwa. Otóż nie mieli racji: Polska konstytucja z 1997r. w art. 18 stanowi, że małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety podlega ochronie… Dodatkowo przepis ten znajduje się w rozdziale pierwszym o zasadach ustrojowych. Przepis jest prosty jak budowa cepa: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny to definicja konstytucyjna małżeństwa. Na tym stanowisku stoi też doktryna prawnicza. A niewiedza lewacka i konflikt wynikł zapewne z mylenia pojęć: rodzina i małżeństwo. Konstytucja wiele razy wymienia pojęcie rodzina nie definiując go i wskazuje, że podlega ochronie. Na tej samej zasadzie ochronie podlega konkubinat, w tym jednopłciowy. Małżeństwo wymienione jako pierwsze w art. 18 konstytucji podlega szczególnej ochronie w polskim prawie, ale rodzina także podlega ochronie i trosce państwa i prawa.
Tymczasem zbliżają się Święta Bożego Narodzenia najbardziej rodzinne święta, święta, które jednoczą całą rodzinę. Jak mówi piękna kolęda śpiewana kiedyś przez Czerwone gitary „Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy, dzień , w którym gasną wszystkie spory. Dzień taki dzień raz do roku, który liczy się od zmroku i w którym jesteśmy wszyscy razem.” I tego się trzymajmy! Bądźmy w Wigilię całą rodziną nie tylko na zdjęciu! A lewacy? Po co im walka o sankcjonowanie małżeństw jednopłciowych, skoro jak tylko zbliża się Wigilia, zaczyna się ich wyścig w pluciu na Boże Narodzenie. Czy to nie przejaw fałszu z ich strony?
Tymczasem ja, mój mąż, moja mama i moje dzieci jesteśmy razem w Wigilię i… nie możemy doczekać się prezentów. Nasza wspaniała wielka rodzina, nie tylko na papierze aktu prawnego. A twoja?
Jestem prawnikiem, psychologiem i dziennikarzem, w kolejności, w której napisałam. W dziennikarstwie piszę co mi w duszy gra, ale uważam by było to sensowne, miało treść i spełniało społeczną rolę.