Czas miłości, ale… czy szczęścia po grób?

Maj to moim zdaniem najpiękniejszy miesiąc. A obecnie zrobiło się wreszcie ciepło i … wiosna. W szybkim tempie buchnął bez kwieciem i drzewa zieloną, soczystą zielenią. A maj to nie tylko wiosna, to także czas miłości. Weselmy się, bo nawet COVID odpuścił i rząd pozwala na organizowanie imprez rodzinnych, na których nieszczepionych osób może być dwadzieścia, szczepionych, ile się zechce zaprosić. Mimo, że maj to czas miłości, ale na wesela nie jest popularny. Tradycja mówi, że najszczęśliwsze małżeństwo to takie, które miało wesele w miesiącu , który ma w nazwie „r”. Stare ludowe przysłowie mówi: „Majowe stadło, diabłu porzekadło.” Ja miałam ślub w… lipcu wbrew tradycji i jestem już dwadzieścia lat bezwstydnie szczęśliwa, a mój mąż codziennie i nadal odkrywa przede mną wspaniałe i nieznane arkana seksu. Więc jak to jest naprawdę z ty… weselem w maju?

Polski Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy małżeństwo traktuje bardzo poważnie i w sposób uprzywilejowany. Definicję małżeństwa zawiera już art. 1 KRiO, paragraf 1 definiuje małżeństwo cywilne, paragraf 2 wyznaniowe. Zgodnie z art, 1 par.1 KRiO małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują ze sobą w związek małżeński. Wg. par 2 tegoż artykułu małżeństwo zostaje również zawarte, gdy mężczyzna i kobieta zawierający związek małżeński podlegający prawu wewnętrznemu kościoła albo innego związku wyznaniowego w obecności duchownego oświadczą wolę jednoczesnego zawarcia małżeństwa podlegającego prawu polskiemu i kierownik urzędu stanu cywilnego następnie sporządzi akt małżeństwa. Gdy zostaną spełnione powyższe przesłanki małżeństwo uważa się za zawarte w chwili złożenia oświadczenia woli w obecności duchownego.

A zatem związki, w jakich ludzie tworzą rodzinę dzielimy na formalne i nieformalne. W Polsce jedynym związkiem formalnym jest małżeństwo. Wg. prawa polskiego małżeństwo to związek wyłącznie mężczyzny i kobiety zawarty przed odpowiednim organem państwowym albo w obecności odpowiedniego organu wyznaniowego. Z tymże wg. definicji małżeństwa wyznaniowego to nie tylko związek zawarty przed odpowiednim duchownym, ale przede wszystkim wobec Boga.

Związkiem nieformalnym jest konkubinat, zwany także związkiem partnerskim. Konkubinat nie jest regulowany w polskim prawie rodzinnym, są w prawie tylko pojedyncze przepisy, które dają przywileje konkubentom, jak ten w kodeksie postępowania karnego, który mówi, że osoba pozostająca w faktycznym pożyciu ze sprawcą może odmówić zeznań jako świadek. Konkubinat może dotyczyć zarówno osób różnych płci jak i tej samej płci. Jest nie prawdą,. że konkubenci w prawie polskim nie mają żadnych praw. Mają, ale skutków prawnych nie wywodzą z prawa rodzinnego, muszą zawierać umowy cywilne. I tak swoje zobowiązania majątkowe konkubenci w konkubinacie mogą uregulować na drodze umowy spółki cywilnej. Konkubent może także dziedziczyć po zmarłym partnerze, ale tylko na drodze testamentu. A zatem w kołach towarzyskich toczy się stale dyskusja: co? Małżeństwo czy konkubinat?

Jeszcze za Komuny, a dokładnie w latach siedemdziesiątych w obyczajowości społecznej trwało stare, jeszcze dziewiętnastowieczne zapatrywanie na konkubinat. O konkubinacie mówiło się pogardliwie: życie na kocią łapę, a kobieta żyjąca w konkubinacie uważana była za kochankę i nie miała szacunku społecznego. Wynikało to zresztą z dziewiętnastowiecznego rozumienia małżeństwa, kiedy to małżeństwa były nierozerwalne i kiedy mężczyzna pokochał inną kobietę, to opuszczał żonę i żył z nową rodziną w konkubinacie, a żona cały czas cieszyła się szacunkiem społecznym z bycia żoną. Kiedy Stefan Żeromski przeszedł na ewangelicyzm i rozwiódł się z pierwszą żoną, do dzisiaj trwają dyskusje, czy z drugą żoną zawarł związek małżeński czy żył w konkubinacie. Zwolennicy konkubinatu twierdzą, że małżeństwo pisarza nie zostało prawnie zawarte, bo Żeromski nie dopełnił wszystkich formalności związanych z zarejestrowaniem rozwodu. Zwolennicy małżeństwa pisarza uważają, że… byłby wstyd, gdyby luminarz polskiej literatury żył w konkubinacie, a ten fakt byłby dyshonorem dla drugiej żony pisarza i jego córki z drugiego małżeństwa, Moniki Żeromskiej.

Od lat dziewięćdziesiątych obserwujemy w Polsce kryzys instytucji małżeństwa, a obecnie z każdym rokiem się pogłębia. Czy tak powinno być?

Młodzi ludzie obserwują związki małżeńskie, widzą toksyczne związki, widzą, ile ich się rozpada i to po trzech latach od ślubu i wyciągają wnioski. Szczególnej krytyce podlegają małżeństwa katolickie. Młodzież widzi, że biedni ludzie męczą się do śmierci ze współmałżonkiem, który bije i znęca się psychicznie, a bogaci płacą za unieważnienie przez Konsystorz Papieski. I widzą, że pośród celebrytek chodzą nawet trzykrotne dziewice konsystorskie, bo im unieważniono małżeństwo z przesłanki : matrimonium non consumatum, a … miały nawet trójkę dzieci. Widzą więc kryzys instytucji małżeństwa i… mówią, że im papier do szczęścia nie jest potrzebny. I … żyją na kocią łapę. Te faktyczne związki są czasami bardzo szczęśliwe, a obyczajowość społeczeństwa już tak znowocześniała, że już nawet dzieci w szkole nie interesuje, że rodzice ich kolegi żyją na kocią łapę. Paradoks jest taki, że… para żyje w konkubinacie pięć lat, kiedy legalizują związek i zawierają małżeństwo, to okazuje się, że mają niezgodność charakterów i po dwóch latach się rozwodzą. Dziś coraz częściej młodzi w urzędniczych ankietach piszą: faktyczny związek. Czy państwo powinno coś robić, by zachęcać ludzi do zawierania związków małżeńskich?

Obecnie mamy rząd, który nazywa się prawicowo – katolickim. Dla Kościoła Katolickiego nieformalny związek to grzech przeciwko Przykazaniu: Nie cudzołóż! Rząd obecny niewątpliwie prezentuje tę samą linię. Stosuje zachęty do zawierania związków małżeńskich, np. pieniądze z programu Rodzina 500 plus należą się tylko dzieciom w związku małżeńskim. A z kuluarowych przecieków sejmowych wynika, że w planie są dalsze zachęty do zawierania małżeństw. Pośród lewicy pojawiają się propozycję prawnego uregulowania konkubinatu. W Polsce, gdzie dominującą ideologią jest wiara katolicka to uregulowanie jeszcze długo nie będzie możliwe. Przeciwnie, w sejmie krążą plotki, że planowane są zmiany w KRiO prowadzące do wzmocnienia instytucji małżeństwa i ograniczenia prawa do rozwodu. Jeden poseł Zjednoczonej Prawicy wysunął propozycję, by po dziesięciu latach faktyczny związek automatycznie przeradzał się w małżeństwo i wystarczył, by tylko dokument sporządzony przez Urzędnika Stanu Cywilnego potwierdzający istnienie małżeństwa. To by miało znaczenie w zakresie dziedziczenia już małżonka po zmarłym małżonku z ustawy i możliwość domagania się alimentów przez byłego już małżonka w razie ewentualnego rozwodu. W sejmie pojawiła się też propozycja, by znieść rozwody za porozumieniem stron i za każdym razem udowadniać winę za rozkład pożycia.

Tymczasem wg. słów przysięgi małżeńskiej małżeństwo zawiera się na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. W ślubie kościelnym dopóki Bóg nas nie rozłączy. Czy młodzi ludzie rozumieją te słowa? Czy wiedzą, po co im małżeństwo? Kościół Katolicki ma w tym celu nauki przedmałżeńskie. Kiedyś ksiądz ułatwiał formalności małżeńskie, kiedy para spodziewała się dziecka. Zwłaszcza, by zawrzeć małżeństwo, kiedy ciąży jeszcze nie widać i panna młoda mogła wystąpić w bieli i welonie. Dziś nawet ksiądz parom spodziewającym się dziecka mówi, czy naprawdę chcą zawrzeć związek małżeński i czy wiedzą, po co chcą zawrzeć ten związek, bo dziecko drodze nie jest przesłanką do zawarcia sakramentu przed Bogiem.

Każda młoda dziewczyna marzy o ślubie w białej sukni i welonie, marzy o hucznym weselu, oczepinach ze sprośnymi przyśpiewkami i podróży poślubnej. To przykre, kiedy kobiety pozbawia się tych wspaniałych okoliczności. Dziś już utraty dziewictwa nie łączy się z nocą poślubną, nie ma więc starych panien z dziewiętnastowiecznych dowcipów. Można być panna, a mieć bujne życie erotyczne. Ale czy to spełnienie marzeń kobiety? Kobieta pozbawiona w życiu pięknego wesela i chłopa, którego może nazwać mężem, nie jest spełniona. Życie straciła.

Ja miałam piękny żydowski ślub. I kiedy tłukłam ten kieliszek i widziałam łzy w oczach mojego męża, kiedy podniósł welon, by mnie pocałować, pomyślałam: Ta chwila jest bezcenna! Warto poświęcić życie, by ją przeżyć! A potem… czas miłości i to aż po grób!!! Warto…?

Rating: 4.7/5. From 3 votes.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.