Etyka dziennikarska – idea fixe?

Mój znajomy dziennikarz, który był bardzo dobrym dziennikarzem lokalnym i został zauważony przez gremia wyższe i zatrudniony w jednej ze znaczących ogólnopolskich telewizji opiniotwórczej, miał przed sobą piękną karierę, być może Nagrodę Pulitzera, na własną prośbę zrezygnował z zawodu. Dziś pracuje w Lubinie jako… roznosiciel pizzy i mówi, że jest zadowolony i spełniony. Na moje pytanie: dlaczego zrezygnował z otwierającej się przed nim kariery dziennikarskiej? Odpowiedział: Że dzisiejsze dziennikarstwo nie jest takie o jakim opowiadał jego mistrz – dziennikarz starszego pokolenia, nie spełniło jego marzeń i współczesne dziennikarskie się bardzo spauperyzowało. Wstyd mu za dziennikarskich braci i nie chce już w tej hucpie uczestniczyć. Odszedł z zawodu i jest szczęśliwy, a swoje pisarskie aspiracje realizuje w internecie jako dziennikarz obywatelski. Co i raz wraca dyskusja na temat etyki dziennikarza. Mówi się, że dziennikarz powinien być etyczny. Jarosław Kaczyński zapowiedział nawet specjalną ustawę, która ma zagwarantować, by dziennikarz był etyczny, a naruszenie etyki dziennikarskiej miało być karane. Prace nad ustawą rozmyła ostra dyskusja na temat … przedmiotu etyki dziennikarskiej: co jest etyczne w zawodzie dziennikarza, a co ją narusza. Prace nad ustawą zostały… odłożone ad acta i chyba już nie wrócą. Bo chyba żadna ze stron, czy to rządowa czy to opozycyjna nie jest zainteresowana jakąś etyką dziennikarską. Kim zatem jest dziennikarz we współczesnym świecie? Czy dla uczciwego człowieka, żyjącego zgodnie z zasadami jest dziś miejsce w zawodzie dziennikarza?

Na te pytania stara się odpowiedzieć amerykański film pt.: „Francuski Łącznik”. Film jest fikcją literacką i opowiada o wizji literackiej autora filmu o jednej gazecie. Bohaterką filmu jest amerykańska gazeta wydawana we Francji o tytule „Francuski Łącznik” Film jest hołdem dla nowojorskiej gazet New Yorker, która miała oddziały we Paryżu. Film jest filmem z kluczem. Akcja dzieje się w dwóch fikcyjnych miastach: Liberty i Ennui, z czego wiadomo że Liberty to Nowy York a Ennui to Paryż. Film jak jest mowa na początki składa się z sześciu części: nekrologu, części końcowej i czterech artykułów. W nekrologu, czyli części pierwszej jest mowa o wielkim człowieku, który założył gazetę, która zyskała wielką poczytność. Założył oddział w Ennui we Francji. W tej części pokazany jest stosunek naczelnego do dziennikarzy, był dla nich jak ojciec. Druga część to artykuł z działu gazet: sprawy lokalne. Opowiada o mieście Ennui. Pokazane jest jak wyglądało dawniej i jak wygląda dziś. Są więc kanały, hordy szczurów, panie z półświatka i gangi przestępcze. Część trzecia to artykuł na temat sztuki. Opowiada o… malarzu, który jest chory na schizofrenię i odbywa karę dożywocia za morderstwo w więzieniu. W więzieniu maluje. Obraz jest abstrakcyjny, a modelką strażniczka więzienna i jego kochanka. Odkrywa go marchand, który też siedzi w więzieniu za malwersacje podatkowe. Po wyjściu z więzienia wystawia jego obraz, na którym nic nie widać poza czerwoną plamą, a który ma być aktem modelki w różnych pozach. Obraz odnosi sukces. Do więzienia zjeżdżają się wielcy znawcy sztuki, by zobaczyć, co nowego artysta namalował. Artysta namalował… to samo, ale freski na ścianie więzienia. W więzieniu był bunt więżniów. Artysta uratował znawców sztuki i… otrzymał w nagrodę przedterminowe zwolnienie. Ścianę więzienia z freskami zabrano i wystawiono w więzieniu. Drugi artykuł dotyczy… rewolucji młodzieżowej w Paryżu w 1969r, tu w mieście Ennui. Bohaterem jest student – kochanek dziennikarki, który jest zbuntowany przeciwko systemowi i… rodzicom. Został powołany do wojska, ale zdezerterował. Wybuchły zamieszki w Ennui. Student grał w szachy z merem. Kiedy mer nie dostał jego ruchu, rozkazał strzałami rozpędzić protesty studentów. Studenci słuchali nielegalnego radia, antena w kształcie wieży Eifla się zepsuła. Student wszedł na nią i… spadł. Gazeta napisała, że zginął bohatersko. Trzeci artykuł to sprawy kulinarne. Opowiada o policjancie, który wspaniale gotował i uratował syna komisarza. Gangsterzy porwali syna komisarza, którego ten od najmłodszego dzieciństwa uczył milicyjnego fachu. Porwany chłopiec wystukał morsem gdzie jest przetrzymywany. Obława policyjna. Chłopiec wystukał, że jest głodny. Policja przywiozła mu kucharza. Gangsterzy spytali, czy to ten sławny policyjny kucharz. Kiedy otrzymali twierdzącą odpowiedź, wpuścili go. Kazali mu spróbować przywiezionych potraw i padł otruty zawartą w nich trucizną. Na szczęście, wiedział, że syn komisarza nie lubi tych potraw i ich nie zjadł. Jednak jeden gangster też ich nie lubił. porwał chłopca. Była brawurowa ucieczka samochodem i policyjny pościg. Na końcu chłopiec szczęśliwie wpada w ramiona ojca. Kucharz wyzdrowiał. Ostatnia część opowiada o śmierci redaktora naczelnego gazety. Dziennikarze i inni pracownicy byli mu wdzięczni za to, że uczynił ich wielkimi dziennikarzami. Mieli tort, by uczcić jego urodziny. Uczcili nim jego śmierć. Tylko korektorka nie kazała zapalać świeczek…

Film jest kontrowersyjny. Mnie się podobał, nawet w paru momentach się dobrze uśmiałam, ale to może dlatego, że już od nastoletnich lat jestem dziennikarską, znam to środowisko od kuchni i w ciągu mojego życia zęby zjadłam na różnych redakcjach, więc zrozumiałam aluzje podane w filmie i jego dowcipy z dziennikarstwa. Jedna jednak dekaefowa uczestniczka powiedziała mi, że były momenty w filmie, że przysypiała. Film jest gorzką komedią o sytuacji współczesnego dziennikarstwa. Komedią nie farsową, w której obrzucają się tortami i są farsowe gagi, ale komedią subtelną, dowcip jest inteligentny z wyższej półki i trzeba mieć trochę inteligencji, by się śmiać. To zresztą taki śmiech przez łzy, bo sporo osób powie, że współczesne dziennikarstwo jest takie, że nie ma się z czego śmiać. Najbardziej się uśmiałam ze sceny, jak więzień – artysta malował nagą kobietę, potem kobieta się ubrała, okazało się, że to strażniczka więzienna , założyła artyście kaftan bezpieczeństwa i wyprowadziła do celi. Śmieszna jest także scena, jak na ulicy widać protestujących studentów, a na pierwszym planie przywódca gra z merem w szachy. Śmieszne są obrazy artysty namalowane na ścianie, wszystkie takie same, a wielcy koneserzy sztuki zastanawiają się jak je wynieść z więzienia. Śmieszna jest scena ucieczki samochodem przed policją z porwanym chłopcem pokazana w konwencji rysunkowego komiksu. Wiele jest w filmie takich śmieszno – gorzkich scen, praktycznie cały film jest zbudowany z gorzkiego dowcipu. To śmiech przez łzy, bo każda scena pokazuje jak stoczyło się na dno współczesne dziennikarstwo, każda scena pokazuje upadek dziennikarstwa. To gorzkie wrażenie potęguje jeszcze technika zrobienia filmu. A film jest drogi zrobiony z rozmachem ma bogate dekoracje. To film trochę surrealistyczny, trochę baśniowy, zrobiony trochę w konwencji filmu animowanego, a trochę teatralno – realnego. Film jest narracją w formie opowieści z artykułów. Mamy więc w artykule realny reportaż, groteskę, bajkową fikcję. Siłę przekazu potęgują sceny czarno – białe, które urealniają to, że chodzi o artykuły prasowe, historyczne zresztą. Film jest zrobiony w konwencji reportażu połączonego z burleską. Pokazuje w prześmiewczy sposób, jak dzisiejsi dziennikarze zapomnieli o tym, że ich misją pokazywanie jest faktów, oni gonią za sensacją. Robią z igły widły albo jak mówi moja koleżanka z g… poemat. Najlepszym przykładem jest jak znany reportażysta miał zrobić materiał do działu o potrawach i kuchni, a nakreślił tani komis w postaci filmu gangsterskiego. Przykładem jest też materiał o sztuce, gdzie pod pretekstem opisu byle jakiego obrazu dziennikarka opisuje ckliwy romans i sensacyjny bunt więźniów. Ileż to w realnym dziennikarstwie jest takich sensacyjnych tekstów mających niewiele wspólnego z profesjonalnym dziennikarstwem. Współcześni dziennikarze gonią za sensacją, a naczelni redaktorzy wymagają od nich nie prawdy czasu, prawdy ekranu, a sensacji zwiększającej poczytność i oglądalność. I dotyczy to wszystkich mediów na całym świecie i w Polsce, rządowych i opozycyjnych. Quo vadis , żurnalisto?

Jako przykład Quo vadis … dziennikarstwa czyli kierunku dziennikarstwa na manowce podaję chętnie sytuację z moim znajomym, znanym dziennikarzem w Lubinie / woj. dolnośląskie/ . W swoim czasie założył on własną gazetę i przyszedł pochwalić się nią do mojej koleżanki. Ona przeczytała i mu mówi: zapalił się kosz na śmieci na osiedlu mieszkaniowym i to jest informacja w notatce prasowej, ale dlaczego przez kolejne dwie szpalty leci dym. To ma być notatka prasowa, a nie poemat. Ten kolega powiedział wymijająco: Zostało mi miejsce i nie miałem co w nie włożyć. Gazeta tego pana przetrwała na rynku prasowym Lubina tylko pół roku. Jednak obecnie takie praktyki dzisiaj nikogo nie dziwią. Pamiętam kiedy mój szef w Nowej Miedzi, dawnej gazecie Lubina , uczył mnie dziennikarstwa, kazał mi pisać notatki prasowe. Kiedy przynosiłam mu… sążniste elaboraty , darł je na moich oczach i kazał pisać ponownie. Dzisiaj notatka prasowa, a raczej zwana z angielska news, która ma dwa zdania faktu i dziesięć komentarza nikogo nie dziwi. Ba, naczelni tak każą dziennikarzom pisać. Bo dzisiejsze dziennikarstwo to nie informacja społeczeństwa o faktach i wydarzeniach, a manipulacja, granie na emocjach i robienie polityki. Moja koleżanka mówi, że przestała oglądać wiadomości i fakty w telewizji, bo one wszystkie bez wyjątku czy to telewizja publiczna czy prywatny TVN czy Polsat nie podają rzetelnych informacji, a grają na emocjach. Zamiast informować ludzi co dzieje się w kraju i świecie, reportaże o biednych dzieciach, pieskach i kotkach. Koleżanka mówi, że najbardziej profesjonalne dziennikarstwo ma… Telewizja Trwam oj. Rydzyka, bo naprawdę pokazują w swoich dziennikach suche fakty o tym co się dzieje. Tu jednak z kolei też jest jednak polityczna indoktrynacja, bo informują o tych faktach, które dla swojej opcji politycznej są słuszne, niewygodne pomijają. Tak zresztą jest w każdej telewizji. Dziś nie ma dziennikarstwa , to manipulacja i indoktrynacja polityczna. Dzisiaj nawet bardzo myślącemu odbiorcy trudno wyjść z tego szumu informacji, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz z otwartą głową.

A dziennikarstwo prasowe? Jest jeszcze gorzej i chyba odchodzi do lamusa historii? Obecnie tylko starzy ludzie przyzwyczajeni do swoich gazet czytają jeszcze gazety. Chcąc przyciągnąć czytelników gazety idą na sensację. Rzetelny reportażysta prasowy znika ze sceny. Pojawił się paparazzi – tropiący afery, podglądający przez okno celebrytów, chamski i wulgarny. To przez paparazzich zaszczuta Diana zginęła w wypadku, kiedy uciekała przed goniącymi ją paparazzi. I co najgorsze dziennikarze nie mają sobie nic do zarzucenia. Kiedy ja startowałam w dziennikarstwie, mówiono mi, że dziennikarza, kiedy wyrzucą drzwiami, musi wejść oknem. I nauczyli mnie tego! Do współczesnych dziennikarzy chyba nie dostaję? Współczesny paparazzi uważa, że w chamstwie nie ma nic złego, że dziennikarz po trupach musi zdobywać informacje. I… wszystkie chwyty dozwolone. Co to ma wspólnego z etyką dziennikarską?

Wzorem dziennikarza jest dla mnie mój Mirek, on mnie uczył dziennikarstwa i choć bywał bezpardonowy i ostry, jemu zawdzięczam, że zrobiłam karierę w zawodzie. Mirek był redaktorem naczelnym najpopularniejszej gazety w Lubinie, Nowej Miedzi. Ja nie mam złudzeń, że by za Komuny otrzymać własną gazetę, musiał przejść weryfikację w Komitecie PZPR. Zawsze jednak pozostał wierny swoim wartością, nigdy nikomu nie schlebiał, a ludziom pomagał. By pomóc ludziom był często w konflikcie z Partią. w 1978r miał nawet pierwszy w Polsce proces polityczny o… wolność słowa. Proces odbił się echem w całym kraju. Wygrał go! Jak zostać prawdziwym dziennikarzem i co to jest etyka dziennikarska nauczył i mnie i swojego syna. Czy nauka poszła w las?

Ja uważam, że etyka dziennika to nie idea fixe. I mam nadzieję, że ta wartość kiedyś wróci do dziennikarstwa. Czy potrzebna jest do tego ustawa karząca dziennikarzy za nieprzestrzeganie etyki dziennikarskiej? Być może! Myślę jednak, że czasy nie idą na gorsze i że przyjdą takie, w których prawda i rzetelność dziennikarska i mądrość redaktora będą w cenie. Jestem głupią marzycielką? Być może! Oby jednak takich głupców było więcej. Mówi to laureatka we wczesnej młodości nagrody Pulitzera za tekst dziennikarski. I wierzy, że w Polsce niedługo trafi się nowy laureat Pulitzera…. W Telewizji Publicznej czy w TVN…???

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.