Przyjaciel czy… terapia psychologiczna?

Obecny kryzys rosyjsko – ukraiński przyniósł większe zainteresowanie Stanów Zjednoczonych Polską. Dla zagwarantowania naszego bezpieczeństwa, ma to głównie znaczenie psychologiczne, nasz sojusznik przysłał dodatkowy tysiąc amerykańskich żołnierzy, by pilnowali bezpieczeństwa naszej wschodniej granicy. Z amerykańskiego kontyngentu wojskowego korzyść jest obopólna. Amerykanie już dawno się zastanawiali, jak pozbyć się swoich żołnierzy, by zredukować koszty finansowe ponoszone na armię. Tak więc Polacy mają bezpieczeństwo psychologiczne, a żołnierze amerykańscy w Polsce na Polski koszt wikt i opierunek, a także… dziewczynki. Polskie bowiem dziewczyny lubią żołnierzy amerykańskich. My – Polacy żołnierzy postrzegamy na podstawie wizerunku: ułan i panna z kwiatami. Dla nas armia jest piękna, bo widzimy ją przez pryzmat dawnych festiwali kołobrzeskich i odbywających się corocznie defilad na Dzień Wojska Polskiego. Dla nas armia to piękny mit! „Chabry z poligonu niosę ci do domu.” Tymczasem służba na misjach wojennych to ciężka praca ciężko się odbijająca na psychice żołnierzy. Żołnierze z misji wojennych wracają jako wraki psychiczne. Jest nawet na to jednostka chorobowa w psychiatrii: Zespół Stresu Pourazowego. To ciężka choroba psychiczna zawierająca elementy depresji i psychozy, często z pogranicza schizofrenii. Zespół Stresu Pourazowego ciężko się leczy. A w leczeniu często pomaga… dogoterapia.

O takiej terapii opowiada amerykański film „Pies”. Bohaterem filmu „Pies” jest urocza suka Lulu, która jest owczarkiem belgijskim. Lulu służyła w wojsku. Była razem ze swoim panem – żołnierzem elitarnej jednostki amerykańskich komandosów rangersów na misji w wojnie w Afganistanie. Zasłynęła jako bohaterka i wiele ludzi uratowała. Została jednak ranna, przez co jej psychika się zmieniła, stała się agresywna i wszystkich atakowała. Jej pan zginął. To zetknie ją z innym żołnierzem rangersów po przejściach, który w Afganistanie został ranny w głowę, Jasonem Briggsem. Film zaczyna się w momencie, kiedy Jason Briggs na próżno stara się o wyjazd na misję, dowództwo mu mówi, że nie mogą zatrudnić żołnierza z kłopotami neurologicznymi. Jason jedzie do swojej jednostki i dostaje zadanie: ma zawieżć sukę Lulu na pogrzeb jej pana do Arizony, na którym suczka ma być honorowym gościem, a potem ma zostać uśpiona, bo nikt nie może dać rady z jej zaburzeniami psychicznymi. Jason idzie do kojca, gdzie w kagańcu leży Lulu, próbuje ją obłaskawić, a ta się na niego rzuca. Żołnierze się śmieją, że zapomnieli mu powiedzieć, że nie lubi smerania za uchem. Podróż zaczynają od tego, że Lulu zjadła mu siedzenia w samochodzie. Jadą przez całą Amerykę i mają różne przygody stopniowo się zaprzyjaźniając. Jason mówi,że jak będzie grzeczna to zdejmie jej kaganiec. Zdejmuje jej kaganiec. Suczka ucieka. Okazuje się, że wywąchała plantację marihuany. Początkowo właściciel Jasona związał, ale później się zaprzyjaźnili. Briggs ze zdziwieniem patrzy, że Lulu daje im się pogłaskać. Żona plantatora wywróżyła mu, że Lulu chce dobrego łóżka. Jason więc udaje niewidomego z psem i melduje się w hotelu. Sprawa jednak się wydaje, kiedy Lulu zobaczyła Araba w tradycyjnym stroju i rzuciła się na niego. Briggs po długim tłumaczeniu zostaje zwolniony z więzienia. Jedzie do domu żony, by odwiedzić swoją małą córeczkę. Żona go jednak nie wpuszcza i pluszaka daje Lulu. „A teraz spróbujemy z twoją rodziną” – Mówi do Lulu i pojechali do Los Angeles , gdzie inny żołnierz adoptował brata Lulu. Jason się dziwi, że Lulu jest łagodna i bawi się z dzieckiem. Samochód Jasona został okradziony. Biorą oba psy i szukają złodzieja. Skradzione pamiątki po byłym panu Lulu odnajdują u bezdomnego. Jadą dalej, ale samochód się w nocy psuje. Briggs mówi, że dowiozę cię do rana na pogrzeb. Jadą częściowo stopem, potem Jason niesie Lulu na plecach. Przychodzą na pogrzeb pana Lulu. Jason puszcza Lulu, a Lulu kładzie się na butach swojego byłego pana. Briggs rozmawia ze swoim dowódcą i pyta, czy dowództwo nie zmieni swojego rozkazu, bo Lulu się zmieniła. Dowódca każe mu wypełnić rozkaz. Jason próbuje wypuścić Lulu na wolność, ale suczka kładzie mu pysk na kolanach i nie chce iść. Odwozi ją do jednostki, by dopełnił się jej los. Kiedy jednak odjeżdża, widzi jak żołnierze siłują się Lulu. Podejmuje decyzję, wraca i zabiera psa. Dowództwo wyraża zgodę na adopcję. Jasonowi zaczyna się wieść, żona go przyjmuje. Ostatnia scena: Jason siedzi nad rzeką, Lulu przytulona do niego i… uzupełnia dziennik Lulu. Pisze: To nie ja ją uratowałem, to ona mnie uratowała. Film się kończy.

To bardzo piękny i wzruszający film o przyjaźni człowieka z psem. Film jest reklamowany jako komedia romantyczna, ale raczej go można określić jako… melodramat. Film kończy się happy endem, ale jest to wyciskające łzy szczęśliwe zakończenie. Jak bardzo jest wzruszająca ostatnia scena, kiedy suczka jest przytulona do swojego nowego pana, a on pisze: to nie ja ją uratowałem, to ona mnie uratowała. Film zawiera wiele śmiesznych scen, jak np. kiedy Lulu mu dewastuje samochód, scenę tę zrozumie każdy psiarz, który wychowywał szczeniaka. Śmieszna jest scena. kiedy Lulu atakuje w hotelu Araba w tradycyjnym stroju. To pies nas bawi i śmieszne są sceny z psem. Ale film też wzrusza. To nie jest film – bajduły o psach, w którym pies mówi i myśli głosem lektora. To film realistyczny, a pies gra bardzo dobrze. Jako psiarz powiem, że jak człowiek. Kamera często pokazuje zamyślone spojrzenie psa i mądre psie oczy. Psie oczy robią wrażenie na każdym kto ma zdolność odczuwania uczuć wyższych. Jak bardzo wzruszająca jest scena finałowa, kiedy Lulu kładzie na pogrzebie pysk na wojskowych butach swojego zmarłego pana. Kamera robi zbliżenie i pokazuje oczy psa. Ja się popłakałam. Film pięknie pokazuje, jak nieufna suczka nieufnie zbliżą się do bohatera, kiedy ten robi jej kąpiel. A potem… razem się kąpią w wannie, to śmieszna scena. Film pokazuje, jak pies się powoli oswaja ze swoim nowym przyjacielem. Najpierw nieufny rzuca się na niego, kiedy ten smera ją za uchem. Nie chce brać jedzenia z ręki, by na końcu brać z jego ręki jedzenie i prowadzi do finałowej sceny, kiedy Jason chce ją wypuścić na wolność, a suczka kładzie mu pyska na kolanach. Film w piękny sposób pokazuje rodzącą się przyjaźń między dwiema poranionymi psychicznie istotami: człowiekiem po przejściach i psem z przeszłością. Przyjaźń między człowiekiem i psem zwycięża. To film o tym, co może zdziałać przyjaźń między człowiekiem i psem. To pozytywny film o dogoterapii. Dogoterapia odnosi sukces! Film jest bardzo dobrze zrobiony, a pies znakomicie wytresowany. Gra jak prawdziwy aktor i widz zapomina, że to tylko tresura. Wchodzimy w świat psa! Film nie należy do filmów z górnej półki, jest dla wszystkich i przez prostotę przekazu każdego wzruszy. To zarówno film dla wyrafinowanego widza jak i film familijny. Polecam go młodzieży, bo w dzisiejszych konsumpcyjnych czasach, kiedy takie wartości jak patriotyzm i wiara się spauperyzowały, może pozwoli młodzieży uchylić trochę maskę cynizmu i szczerze się wzruszą nad przyjaźnią człowieka z psem. To film potrzebny, bo uczy nas jak rozpoznać w sobie uczucia. A uczucia ma każdy człowiek…

Moja koleżanka od trzydziestu lat choruje na schizofrenię paranoidalną i w trakcie swojej choroby miała tylko dwa krótkie okresy normalnego funkcjonowania. Bardzo trudno ją jednak leczyć, bo bardzo trudno z niej wyplenić upiory, które mącą jej psychikę. Nie skończyła studiów, co ją zadręcza i stało się podstawą jej choroby. Nigdy nie pracowała, bo zachorowała i jest na rencie. Jest sama i samotna. Kiedy słyszy, że jej koleżanki robią kariery zawodowe i mają rodziny, a większość już wnuki, porównuje je ze swoją beznadziejną sytuacją i zamyka się w chorobie. Kiedyś jako lekarstwo w chorobie zaproponowałam jej psa, bo obecność psa leczy. Jednak ona nie nadaje się do posiadania psa. Pies to obowiązek, a ona nie radzi sobie z obowiązkami. Psa trzeba wyprowadzić co najmniej trzy razy dziennie. Pies musi się wybiegać. Psa trzeba nakarmić. A jej kanarek zdechł z głodu, bo zapominała go karmić. Czy zatem pies to terapia dla chorych na schizofrenię?

Dogoterapia to metoda leczenia w psychologii należąca do grupy zooterapii. Dogoterapia to leczenie zaburzeń psychicznych przez obcowanie chorego z psem, ale pod kierunkiem przeszkolonego instruktora. Pies leczy! I to nie jest czczy slogan. Obcowanie z psem bowiem uspokaja psychicznie, uczy obowiązku, ujawnia w chorym empatię. Dogoterapię najczęściej stosuje się przy leczeniu dzieci upośledzonych umysłowo. Pies na te dzieci ma bardzo dobroczynny wpływa. W leczeniu zaś autystycznych dzieci są dowody, że po obcowaniu z psem te dzieci otwierają się na otoczenie, zaczynają mówić. Dobroczynne działanie ma także obcowanie z psem dzieci z Zespołem Downa. Te dzieci są z zasady ufne, bezkrytycznie obdzielają swoją przyjaźnią wszystkich ludzi. Obcowanie z psem uczy ich, że są istoty, które szczerze łakną ich uczucia i oddają im ich uczucia miłości. Obcowanie z psem uczy dzieci z Zespołem Downa obowiązku i po dogoterapii niejedna osoba z Zespołem Downa efektywnie pracuje i wie czym jest praca i obowiązek. Obcowanie z psem także wycisza emocjonalnie i eliminuje stres. Dlatego dogoterapia jest także ważna dla osób chorych na schizofrenię i osób z Zespołem Stresu Pourazowego, w tym dla żołnierzy, którzy wrócili z wojny. Jednak dogoterapia u osób z psychozami musi być prowadzona razem z instruktorem psa. osoby te w fazie ostrej choroby wykazują się inercją, wycofaniem z życia i niechęcią do jakichkolwiek zajęć. Dlatego zostawione sam na sam z psem mogłyby… zapomnieć psa wyprowadzić. Jednak kiedy osoba chora na schizofrenię zostanie zaleczona i bierze regularnie leki, to nie ma przeciwskazań, by będąc osobą samotną adoptowała sobie czworonożnego przyjaciela.

Obecnie już od paru tygodni jesteśmy bombardowani informacjami o możliwości wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą. Rosjanie zgromadzili wojska nad granicą ukraińską, a w Donbasie już się kotłują. I choć rozsądek mówi, że Rosjanie nie wejdą na Ukrainę, bo za dużo mają do stracenia i to im się po prostu nie opłaca, poprzestaną na mąceniu w Donbasie i ostrzeliwaniu Donbasu, bo o niego im chodzi, to jednak codzienne hiobowe wieści z mediów i panika przywódców Zachodu robią swoje. Każdy ma swój rozum, ale informacja w mediach ma swój podprogowy przekaz. A podprogowy przekaz robi swoje. Sprawia, że wierzymy i… boimy się. Rozsądek usypia, a rodzi się stres. Takie stałe dawkowanie stresu i straszenie wojną może nawet u słabszych psychicznie osób wywołać choroby psychicznie. Dlatego należy wyłączyć telewizor, przytulić się do psa i wyciszyć. Wojna nie tylko nie przekroczy zachodniej granicy Ukrainy, a nawet nie obejmie całej Ukrainy! Nie wiem, jaki cel mają politycy zachodni, że straszą społeczeństwo Europy wojną. Chcą powrotu Zimnej Wojny?

Tymczasem w tym straszeniu wojną na Ukrainie zapomina się o jednym, zwłaszcza zapominają politycy. Zapominają o żołnierzach i to zarówno ukraińskich jak i rosyjskich. Rosjanie mogą nawet przemaszerować przez Donbas, ale wojna zostawi straszliwe spustoszenia w żołnierzach biorących w tym udział. Bo wojna to nie bohaterskie wymachiwanie szabelką, jak uważa polski rząd. I nie zabawna komedia pt. ” Jak rozpętałem II Wojnę Światową”. Wojna to śmierć. Widok rozszarpywanych i zmasakrowanych ciał. Widok zburzonych domów i ludzi pod gruzami. Żołnierze, którzy to widzieli, przy których zginęli ich przyjaciele już nigdy po powrocie z wojny nie będą sobą. To na trwałe zniszczy ich psychikę. Czy zarówno Putin jak i przywódcy Ukrainy wezmą odpowiedzialność za zrujnowaną psychikę żołnierzy, za to, że oni już się nie będą nadawać do pracy i założenia rodziny. Pewnie nie, bo dla przywódców liczy się polityka, a polityka jest brudna!

Dlatego w tym szambie polityki ważny jest pies. Prawdziwy przyjaciel. który leczy duszę. Dopóki człowiek zasługuje na przyjaźń psa, to nie straszna mu polityka i straszenie wojną. Ma dla kogo żyć i kogo obdarzyć swoim uczuciem.

Jak mam swoją… dogoterapię. Jest nią mój Mirek i mój pies Maksio. Kocham ich i przytulam w się w nocy do obu, gdy mam doła, bo oglądałam wieczorem Fakty w … TVNie. Żołnierzom ukraińskim i rosyjskim życzę, by nie potrzebowali nigdy dogoterapii, ale, by zawsze mieli psiego przyjaciela. Pies czyni nas lepszymi! O to w życiu chodzi! Czy to tylko nierealna mrzonka? Świat wariuje i potrzebna mu… taka Lulu!

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.